Jak wychowywać dzieci i mieć z tego radochę? ;-)

Czy Twoje rodzicielstwo ma kształt

 

Ucząc moje dzieci samodzielności i odpowiedzialności od pierwszych miesięcy ich życia, wychowaliśmy trójkę przywódców. Od momentu, w którym najmłodsze zaczęło dorównywać starszym kompetencjami komunikacyjnymi, cała trójka mierzy się ze sobą niemal każdego dnia, sprawdzając swoje siły i dbając o utrzymanie pozycji w rodzinie. Teraz z mężem musimy wkładać dużo wysiłku intelektualnego, żeby utrzymać towarzystwo w ryzach i jednocześnie nie stłamsić ich pomysłowości, odwagi, chęci poznawania i zdobywania świata oraz takiej prostej radości z życia.

Postawiliśmy na samodzielność, efekty przerosły nasze wstępne oczekiwania i zaskakują nas każdego dnia. Nie zawsze już udaje nam się być o krok przed naszymi dziećmi, coraz częściej łapiemy się na tym, że to my za nimi biegniemy. Nauczyliśmy ich samodzielności, choć świat nie zawsze jest na ich samodzielność gotowy. Przyzwyczailiśmy się, że dzieci, nauczone tego, że zanim poproszą nas o pomoc mają same spróbować rozwiązać problem po swojemu, generują różne zabawne sytuacje przyprawiając osoby trzecie o ból głowy.

Read More

Żyjąc w trójkącie z dzieckiem

Żyjąc w trójkącie

 

Od kilku lat obserwuję nasilającą się i niepokojącą tendencję rodziców, do używania dziecka jako wymówki przed budowaniem bliskiej relacji z partnerem.

Małżonkowie narzekają, że nie czują się dla siebie nawzajem ważni, że za mało uwagi otrzymują ze strony partnera. Ale wystarczy przyjrzeć się, jak planują swój czas i okazuje się, że tam nie ma w ogóle przestrzeni dla relacji małżeńskiej, bo całą przestrzeń zajmuje dziecko.

Dla dziecka często gotujemy oddzielne posiłki, wozimy na mnóstwo dodatkowych zajęć, dbamy o to, żeby przez chwilę przypadkiem się nie nudziło, odrabiamy z nim (częściej za nie) lekcje, usypiamy z nim (o ile nie śpi z nami w łóżku, co również zaczyna stawać się normą), w nocy również znajdujemy sposób na to, żeby skupiać się na dziecku, weekendy planujemy wyłącznie pod dziecko, wieczory a jakże, również zajmuje dziecko….

Słuchając opowieści o tym, jak dużo czasu w ciągu dnia i nocy zajmuje opieka nad dzieckiem (nie mówimy tu o niemowlętach), zadaję rodzicom coraz częściej pytanie, czy ich dziecko jest niepełnosprawne, chore lub z jakiegoś innego powodu wymaga szczególnej troski. Odpowiedź brzmi „nie”.

Zauważyłam też, że poruszanie tematu dzieci wywołuje na sesji najwięcej emocji. To jest bastion, którego małżonkowie nie chcą pozwolić mi ruszyć. Dlaczego?

Setki spotkań z parami przyniosły mi prostą, ale smutną odpowiedź. Jeśli życie rodziców przestanie się kręcić wokół dziecka, to będą musieli nauczyć się spędzać czas ze sobą, a to będzie wymagało od nich zaangażowania w budowanie relacji małżeńskiej. I to ich często przeraża.

Relacja z dzieckiem jest łatwiejsza i bardziej instynktowna niż relacja z partnerem. Łatwiej nam zaakceptować i wytłumaczyć potknięcia ze strony dziecka, niż niedociągnięcia ze strony partnera. Budowanie relacji ze współmałżonkiem wymaga od nas konfrontowania się z własnymi ułomnościami, co nie jest ani łatwe ani przyjemne.  Dlatego czasem wycofujemy zaangażowanie emocjonalne z relacji małżeńskiej, tym samym angażujemy się zbyt mocno w relację z naszymi dziećmi, oczekując podświadomie, że zaspokoimy w ten sposób nasze potrzeby emocjonalne, które powinny być zaspokajane w związku z dorosłym parterem. W ten sposób krzywdzimy i siebie i dziecko.

Rodzic, żyjący w zbyt bliskiej relacji z dzieckiem (taką relację nazywa się splątaną), skazuje siebie na ciągłe poczucie emocjonalnej pustki i lęk przed odejściem dziecka. Taka splątana relacja powoduje blokadę rozwoju obu stron. Dziecko nie rozwija skrzydeł, bo boi się porzucić niesamodzielnego rodzica, rodzic żyje w ciągłym lęku, że przestanie być dziecku potrzebny, więc osacza dziecko swoją osobą, rezygnując z własnego życia, żeby żyć życiem dziecka.

Małżeństwa funkcjonują w trójkącie z dzieckiem, bo boją się pustki. Ale pozostając w tym trójkącie, tak naprawdę, skazują się na to, że pustka będzie coraz większa a lęk przed nią będzie coraz bardziej paraliżujący. Podtrzymywanie takiego układu kończy się depresją, lub nerwicą lękową a potem depresją.

Dziecko szczęśliwe, to takie, które ma szczęśliwych rodziców, cieszących się silną, zdrową i bliską relacją małżeńską. Dlatego zachęcam Was do skupienia się na konstruktywnym rozwiązywaniu problemów małżeńskich, zamiast zatracać się bez opamiętania w relację z dzieckiem.

Dziecko potrzebuje dużo mniej niż nam, zbyt ambitnym rodzicom, się wydaje! Żyjmy tak, jak chcielibyśmy, żeby żyło nasze dziecko. Ono powieli nasze zachowania, nasz styl i podejście do życia. 

 

 

 

 

Read More

Pokolenie dużych dzieci

Duże dzieci

 

Ten wpis miał być krótki, ale wyszło inaczej. Może wybaczycie, skoro wybaczacie mi porażająco niską częstotliwość moich wpisów. Dedykuję wszystkim moim wiernym czytelnikom, czytelnikom mimo wszystko 😉

 

Początek przydługi, ale czytajcie, bo przyda się do zrozumienia całości

 

Kilka dni temu robiłam zakupy w markecie budowlanym. Spieszyłam się, bo zostawiłam dzieci na zajęciach i musiałam zdążyć odebrać je na czas. Szybko udało mi się znaleźć potrzebne produkty i pobiegłam do kasy. Przede mną stał pan z panią w wieku około 30 lat i głośno nalegali na umożliwienie zwrotu zaprawy tynkarskiej, do której nie mieli dowodu zakupu. Pani kasjerka wzdychała i stękała, zadawała przy tym mnóstwo zbędnych pytań i udzielała pouczeń.  Zorientowałam się, że trochę to potrwa, więc spytałam tych państwa, czy zgodziliby się mnie przepuścić, bo zdaje się, że ich sprawa trochę potrwa, a ja mam tylko dwie rzeczy w koszyku i bardzo się spieszę, bo dzieci na mnie czekają. Pan udał, że mnie nie słyszy i odwrócił głowę, a jego towarzyszka popatrzyła na mnie z wyraźnym przerażeniem w oczach. Z konieczności udzielenia odpowiedzi wyratowała pana i jego towarzyszkę kasjerka, pouczając mnie:

Państwo byli pierwsi i mają prawo załatwić swoją sprawę! (??? … Ja przecież tylko grzecznie zapytałam!). Towarzyszka popatrzyła na mnie znów tym przerażonym wzrokiem, unosząc jednocześnie ramiona i brwi, jakby chciała powiedzieć:

-Przykro mi, ale sama pani widzi, że nic nie mogę zrobić.

Chyba jakiś żart. Czy ja mówię do dorosłych ludzi? Odczekałam 2 minuty. Spytałam kasjerkę, ile to mniej więcej może jeszcze potrwać, bo mi się naprawdę spieszy i jeśli ma to zająć więcej niż kilka minut, to pójdę do innej kasy. Zostałam zignorowana. Pan kontynuował udawanie, że go nie ma, zaś pani sprawiała wrażenie, jakby chciała się za kimś ukryć. Sytuacja coraz bardziej mnie intrygowała i wciągała, nie mogłam sobie odpuścić. Wdech, wydech, liczę do pięciu.

Read More

Z cyklu: Kobiety sobie radzą. I to jak?!

Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni…….

no i co tu ze sobą począć? Za sprzątanie domu zabrałam się zanim brama wjazdowa zamknęła się za samochodem męża, który odwoził dzieci na obóz. Niby wolny dzień, wolna chałupa i nic tylko szaleć. Niestety, albo i stety, należę do tych osób, które, aby móc odpocząć, wokół siebie potrzebują estetyki. A mój dom….. po przepakowywaniu dzieci z jednego wyjazdu na drugi, licznych poszukiwaniach sprzętów niezbędnych na obóz, przerzuceniu tony ciuchów w celu sprawdzenia, czego już na pewno na dziecko nie da się wcisnąć, a które spodnie komu spakować (czy np Zosine spodnie z ubiegłego roku wyglądają na bardzo dziewczyńskie, czy młodszy brat się nie zorientuje i spokojnie je przygarnie? Czy jednak czeka nas kolejna wizyta w sklepie – na szczęście jest okres wyprzedaży!)…mój dom wyglądał jak po włamaniu.

Sprzątanie skończyłam o 21.00. Pół godziny przed powrotem męża z podróży. Nawet zdążyłam zrobić obiad! Ha!

Dostałam od męża reprymendę, że nie potrafię wykorzystać czasu na odpoczynek. Ciągle mi to zarzuca. Ale dla mnie siedzenie lub leżenie to męczarnia. Książki chętnie czytam, ale nie w ten sposób. Książki czytam np. kiedy schnie ściana 🙂

2 dni skupiałam się na tym, żeby wykorzystać wolny czas na odpoczynek ale tylko się tym skupianiem zmęczyłam. Zabrałam się więc za malowanie. Najpierw fotela w pokoju starszego syna, potem pokoju córki.  Zabrałabym się za to już pierwszego dnia, ale posłusznie czekałam, aż mąż otworzy mi puszkę z farbą. Nie, ciamajdą nie jestem, niejedną już puszkę z sukcesem otwierałam, ale ta jest wyjątkowa. To pozostałość po budowie domu. Mąż zainwestował w bardzo dobrej jakości farby, więc rzeczywiście szkoda kupować nowe, jeśli można wykorzystać te, które już są i na dodatek dobrej jakości. Szkopuł polega na tym, że to nie są zwykłe puszki tylko puchy, a może nawet beczki. Mają taką upiorną uszczelkę, która sparciała i się rwie. Rondo pokrywki po podważeniu śrubokrętem tylko się wygina, a pokrywka uparcie trwa przywarta do tej beczki. Kiedyś próbowałam otworzyć ją obcęgami, ale skończyło się, jak zazwyczaj, zmarszczoną brwią kochanego męża i kolejną reprymendą, że znowu coś zniszczyłam. Dlatego czekałam cierpliwie, aż mąż tę puszko-beczkę otworzy, ale czas oczekiwania przerósł moje skromne pokłady cierpliwości i zabrałam się do dzieła.

Read More

Czy nasze małżeństwo można uratować?

uratowac zwiazek

 

Czy widzi pani dla nas szanse? … Czy widziała pani już tak trudny przypadek jak nasz?

To standardowe pytania, które padają na większości spotkań konsultacyjnych z małżeństwami.

Każdy problem jest inny i nie sposób ocenić, który jest najpoważniejszy. Nie ma to zresztą znaczenia, bo nie powaga danego problemu ma znaczenie dla powodzenia terapii, tylko podejście do niego i motywacja do pracy małżonków. Wiele małżeństw rozpada się z naprawdę błahych powodów, a wiele innych , po prawdziwie dramatycznych doświadczeniach wychodzi na prostą.

Nie zdarzyło mi się spotkać małżeństwa, którego nie dało się uratować. Natomiast, zdarzyło mi się, i to niestety wielokrotnie, spotkać małżeństwa, które, mając gotową receptę na uratowanie związku, rezygnowały, bo to wymagało od nich sporo pracy. A pracować im się nie chciało. 

Dlatego, moja odpowiedź na pytanie, czy jest szansa na uratowanie związku jest jedna: to zależy od Was.
Jeśli będziecie pracować, to  zbudujecie zdrową i satysfakcjonującą relację szybciej, niż byście się spodziewali. Tu nie ma żadnej magii, jest tylko ciężka praca.

Read More

„Jakoś to będzie” i „miłość wystarczy”. Serio?

Jakoś to będzie_web

Ostatnio  zdarza się, że przychodzą do mnie pary, które dopiero zaczynają myśleć o ślubie. Przychodzą, bo niepokoją ich pewne zachowania, o których chcą porozmawiać, zanim przerodzą się one w poważniejsze problemy. Ehhh, gdyby więcej osób podchodziło do tematu związków z taką odpowiedzialnością , to ilość rozwodów i rozbitych rodzin prawdopodobnie drastycznie by się obniżyła.

W naszej kulturze pokutuje zgoda na bylejakość, zbyt łatwą rezygnację z  własnych marzeń i potrzeb. W imię zasady,  ” jakoś to będzie” i „wystarczy miłość”, „mogło być gorzej” zamiatamy problemy pod dywan.

Czarne nie jest czarne

Na początku dobry sex wynagrodzi nam inne trudności. Tak przelatuje pierwszy, drugi rok związku. Najpóźniej w trzecim roku sex przestaje być remedium na pustkę i brak zrozumienia. Przecieramy oczy, dostrzegamy wyraźnie problemy, których wcześniej nie chcieliśmy widzieć. I co wtedy? Odejść szkoda, a rozmowy nie pomagają, więc decydujemy się trwać nadal w związku, coraz bardziej zaprzeczając rzeczywistości. Przecież nie przyznam, że jest mi źle, bo to by oznaczało, że zmarnowałam/zmarnowałem kilka lat życia. Pojawia się też lęk, że być może lepszego partnera nie znajdę.  Więc trwam i zapadam się w sobie. To, co czarne, naginam do odcieni szarości, uciekam w relatywizm. Nie mogę nazwać rzeczy po imieniu, bo nie chcę przyznać się do błędu i porażki.

Read More

„Jak być szczęśliwym w związku” – audycja z moim udziałem

Przeważnie jest tak, że z racji krótkich wejść muszę uciąć moją myśl w połowie, pozostawiając wiele wątpliwości, błędnych interpretacji. Tym razem było inaczej. Trzy godziny nagrania i półtorej godziny samej audycji to dla mnie optymalny czas :-).

Panie Pawle, dziękuję za przemiłą rozmowę. Te trzy godziny minęły jak 15 minut.

Zapraszam do wysłuchania audycji „Nocne Światła”, prowadzonej przez redaktora Pawła Krzemińskiego.  Rozmawiamy w niej o tym, jak stworzyć szczęśliwy związek, jak samemu być szczęśliwym, o tym co zagraża małżeństwu i co blokuje budowanie zdrowej relacji. Mówimy o tym, jak doświadczenia z naszego domu rodzinnego wpływają na nasze obecne życie oraz o tym, jak możemy to zmienić. Poruszamy temat pornografii i jej wpływu na związek,  rozmawiamy o trudnych relacjach rodzinnych, jak się w nich odnaleźć, jak zrozumieć zachowania bliskich, którzy nas ranią. I jak to zwykle ze mną bywa, nie mogło zabraknąć również tematów związanych z wychowywaniem dzieci.

Zapraszam.

Read More

Od pornografii nie trzeba być uzależnionym…

porbografia

 

Pornografia. Problem dużo poważniejszy, niż wiele osób sądzi. Pornografia rozbiła już wiele małżeństw, ale kiedy o nią pytam, rzadko ktokolwiek się przyznaje. Z powodu wstydu? Nie. Po prostu, granice zostały tak bardzo rozmyte, że osoby, które sięgają po pornografię, często nie zdają sobie sprawy, że to robią. „Ot, taki niewinny filmik…. przecież każdy to robi, bez przesady proszę pani……”

Pornografia niszczy związki, niszczy poczucie własnej wartości. I naprawdę nie chodzi tylko o ludzi uzależnionych. Ich jest stosunkowo niewielu….

Read More

Miłość = decyzja.

Milosc_decyzja„Miłość to akt woli. Kiedy na jednym z seminariów mówiłem o proaktywności, jakiś mężczyzna wstał i powiedział:

-Stephen, podoba mi się to, co mówisz… Ale sytuacje są tak różne. Weźmy moje małżeństwo. Naprawdę się martwię. Nie czujemy już do siebie co dawniej. Myślę, że jej już nie kocham i ona mnie nie kocha. Co mogę zrobić?

Read More

Kobieta jak taran, mężczyzna jak porcelana.

Psychologiakobiety.pl

….to wizytówka naszych czasów.

Mężczyźni coraz częściej czują się słabi, niepotrzebni, niekochani. Żeby ukoić swój lęk przed odrzuceniem, szukają bliskości. Chcą się przytulać, zapalają świece, przygotowują romantyczną kolację… a żona taran – jakby nie dostrzegała całej finezji-zjada w pośpiechu i biegnie do kolejnych swoich zajęć. Mężczyzna czuje się odepchnięty, urażony, przestraszony … zamyka się w sobie i ratuje swoją godność złośliwymi uwagami kierowanymi do żony od czasu do czasu.

Kobieta taran

Zimna, wyrachowana, nieczuła, twarda, niezniszczalna – tak widzi ją mąż.

Read More