Jak uchronić dziecko przed narkotykami

Posted on 5 kwietnia 2012 in O dzieciach | 0 comments

Ostatnio wpadła mi w ręce książka pt.Wzięłam pigułę”. Jest to książka napisana przez nastolatkę, dziewczynę wychowaną w domu pełnym miłości i akceptacji, której niczego nie brakowało. Mądra, rozsądna dziewczyna, otoczona grupą przyjaciół, miała chłopaka, była szczęśliwa, ale podjęła jedną złą decyzję, która odmieniła całe jej życie. Wzięła połówkę tabletki extazy, zresztą, o zgrozo! zgodnie z wytycznymi na ulotce wydanej przez włoskie ministerstwo zdrowia, które chcąc zminimalizować skutki działania narkotyków informowało: „weź pół tabletki, popij wodą, nie pij alkoholu”. Giorgia tak zrobiła. Po dwóch tygodniach jej wątroba przestała pracować. Jej życie uratowała Alessandra, która tej samej nocy zginęła w wypadku samochodowym.

Nie jest to historia narkomanki. To historia dziewczyny, która do końca starała się kierować rozwagą i rozsądkiem, stosując się do zaleceń ministra zdrowia. W sytuacji, w której ona się znalazła, mógł znaleźć się każdy z nas. Jesteśmy przecież ludźmi, czasem poddajemy się emocjom, czasem ciekawości. Nierzadko też zdarza nam się ocenić sytuację, jako mniej ryzykowną, niż jest w rzeczywistości. Bywa, że przy zachowaniu największej ostrożności, zabezpieczając się od każdej strony, i tak ponosimy klęskę. A czasem po prostu mówimy: „A co mi tam, raz się żyje”…

Tacy słabi jesteśmy my, dorośli (i pół biedy, jeśli sobie tę słabość uświadamiamy). Ale co mają powiedzieć dzieci, które nie dość, że muszą stawić czoła o wiele większej ilości pokus i oprzeć się silniejszej presji, to na dodatek mają o wiele mniejsze możliwości obrony?

Książka ”Wzięłam pigułę” uświadomiła mi pewną lukę w moim myśleniu. Do tej pory byłam przekonana, że moim rodzicielskim sukcesem będzie niedopuszczenie do tego, żeby moje dzieci brały narkotyki. Dopuszczałam jednak myśl, że pewnie kiedyś będą chciały spróbować, że każdy w życiu wielu rzeczy próbuje, uspokajając się, że od jednego spróbowania nic się nie stanie. Teraz myślę, że to było głupie. Ustawiam, więc wyżej poprzeczkę: nie chcę, żeby moje dzieci kiedykolwiek chciały spróbować.

Rodzice boją się rozmawiać o narkotykach.

Dzieci pociąga ciekawość. W szkole koledzy żonglują nazwami narkotyków i prześcigają się w opowieściach, jakich to fantastycznych doznań doświadczyli po takiej czy innej używce. Tymczasem, większość rodziców boi się nawet myśleć o narkotykach. Wydaje im się, że jak nie będą poruszali tego tematu, to on ich ominie. Ograniczają się do stawiania zakazów, co najwyżej informowania, że narkotyki są niebezpieczne. Ale co to znaczy, niebezpieczne? Niestety sami zazwyczaj nie wiedzą. Mają w głowie aktywny obraz ulicznego zaniedbanego ćpuna. I takim obrazem straszą swoje dzieci. Sami się go bojąc. Dlatego nie zgłębiają, nie szukają informacji, nie kształcą się. Zgodnie z przekonaniem: jak zacznę o tym czytać, czy mówić to dopiero ściągnę na siebie nieszczęście.

 

Warto wyposażyć dzieci w wiedzę, zanim zrobi to za nas środowisko ich rówieśników, żeby miały możliwość porównania, żeby mogły wyciągnąć wnioski.

Pewnie nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale ja uważam, że im dziecko będzie więcej wiedziało, tym będzie bezpieczniejsze. Jeśli omówię z nim rodzaje, nazwy, działanie, skutki i konsekwencje brania, (dziś wiem już, że również i spróbowania) większości narkotyków, to moje dziecko nie będzie miało potrzeby zaspokajania swojej ciekawości u rówieśników. A to moim zdaniem ma bardzo duże znaczenie prewencyjne. Do podobnych wniosków doszedł ojciec Giorgii. On trochę za późno, ale ja dzięki jego jego doświadczeniu, mam szansę pewnych rzeczy nie zaniedbać.

 

Silny przekaz: nie bierzesz (nie palisz) = jesteś nudny, nie nadajesz się do grupy

Poza ciekawością, równie dużym a może większym problemem jest presja ze strony kolegów. Dziecku, które ma o wiele większą potrzebę przynależności do grupy, niż my dorośli, jest o wiele trudniej wykazać się asertywnością i zaryzykować odrzuceniem lub wręcz odejść z własnego wyboru.

To kolejne ważne wyzwanie dla nas rodziców. Uczmy dzieci asertywności, prowokując sytuacje, w których będą mogły ćwiczyć asertywne zachowania. Jednocześnie dbajmy o ich poczucie własnej wartości, czyli, przede wszystkim akceptujmy je takimi, jakimi są, uczmy się doceniać ich mocne strony. Nie porównujmy ich do nikogo, nie krytykujmy, nie oceniajmy. Dzięki temu będą miały więcej odwagi, żeby być sobą, bez względu na to, w jakim środowisku się znajdą. Zadbajmy o to, aby miały pasje, uczmy je odkrywania świata, przeżywajmy z nimi przygody, pokazujmy, że świat jest piękny, ciekawy i fascynujący, żeby miały mniejszą potrzebę szukania dodatkowych wrażeń w narkotycznych uniesieniach.

 

Dzieci rozmawiają z rodzicami o pogodzie.

Dzieci często nie mówią rodzicom o swoich problemach, o tym, co dzieje się w ich życiu, bo w ich domu nie ma tradycji rozmawiania. Rozmawia się o tym, co było w szkole, o ocenach, sprawach do załatwienia, ale nie rozmawia się o rzeczach naprawdę ważnych, takich jak uczucia, obawy, poglądy na temat życia, śmierci, wartości. Te sprawy są często z góry narzucone. W wielu rodzinach dzieci wiedzą co i jak mają myśleć i czuć, jakie poglądy są dozwolone, a jakie nie. Dlatego rodzicom wydaje się, że świetnie dogadują się ze swoimi dziećmi, ale tak naprawdę nic o nich niewiedzą. Dzieci dzielą się z nimi tylko informacjami bezpiecznymi, czyli takimi, które zadowolą rodzica a dziecku zapewnią spokój, przynajmniej na jakiś czas.

 

Uczmy dzieci otwartości. Tematy tabu sprawiają, że dzieci szukają odpowiedzi poza domem.

Pokazujmy dzieciom, że o wszystkim można rozmawiać, również o sprawach trudnych i wstydliwych. Modelujmy właściwe zachowania, nie wciskajmy im suchej teorii. Dziecko nie powie nam o trudnościach, z jakimi się boryka, dopóki nie zobaczy, że my również potrafimy przyznać się do swojej słabości. Nie opowie nam o swoim życiu, jeśli my nie opowiemy mu o sobie. Dlatego nie fundujmy dzieciom przesłuchań, tylko po prostu z nimi rozmawiajmy, dzielmy się swoimi poglądami i pozwólmy im mieć własne zdanie. Możemy dyskutować z nimi merytorycznie, w oparciu o fakty, ale dajmy im prawo się z nami nie zgodzić. Może za miesiąc, za rok, 10 lat, przyznają nam rację. To nie jest istotne. Ważne, żeby wiedziały, że mamy odwagę rozmawiać z nimi na każdy temat i, że potrafimy uszanować ich zdanie, nawet, jeśli się z nim nie zgadzamy. To da nam większą szansę usłyszeć o czymś ważnym.

 

My w wieku 13 lat = nasze dzieci w wieku 7 lat

Już na zakończenie, chciałam zwrócić uwagę na znaczący błąd, który popełnia zdecydowana większość rodziców. Porównujemy siebie w wieku 6 czy 10 lat, do naszych dzieci, które teraz są w tym wieku. Nie wolno stawiać tutaj znaku równości. Nasze dzieci żyją w zupełnie innym świecie. Może emocjonalnie rozwijają się zgodnie ze swoim wiekiem biologicznym, ale w pozostałych aspektach są o kilka ładnych lat do przodu względem nas, kiedy byliśmy w ich wieku. Wyzwania i zagrożenia którym stawiają czoła, są o wiele większe, niż te, z którymi my się borykaliśmy, również oczekiwania wobec nich są ambitniejsze, od tych, którym my musieliśmy sprostać.

Mój syn ma 6 lat, ale jeszcze w tym roku przeczytam razem z nim książkę, która stała się przyczyną tego artykułu. I zacznę rozmawiać z nim o narkotykach, tak samo jak od jakiegoś czasu rozmawiam z nim o seksie. Chcę zdążyć, zanim zrobią to za mnie jego koledzy. Na te rozmowy, zapewniam Was, że nigdy jest za wcześnie, może być tylko za późno.


Ważne lektury: