Kiedy kobieta ma focha ;-)

Posted on 30 listopada 2012 in O kobietach, O związkach i terapii par | 1 comment

 

Kiedy kobieta ma focha

Kiedy kobieta mówi Idź sobie, nie chcę z Tobą rozmawiać!” W większości przypadków myśli: „Pokaż jak bardzo jestem dla ciebie ważna, jak długo jesteś w stanie zabiegać, o informację, dlaczego jestem na Ciebie zła„.

Drogie Panie, większość mężczyzn nie będzie zabiegać o tę informację. Nie dlatego, że nie jesteście dla nich ważne, ale dlatego, że wiedzą, co ich czeka, jak nakłonią Was do powiedzenia, o co chodzi. Wiedzą, że nie będzie to dla nich co najmniej przyjemne. Mężczyzna, który w takiej sytuacji chodzi za żoną i prosi, żeby mu powiedziała, co jej leży na sercu, albo jest masochistą albo ma nerwy ze stali.

W pracy niemalże z każdym małżeństwem walczę z przekonaniem, że mężczyzna powinien się domyślić. Nie, wcale nie powinien. To kobieta powinna nauczyć się komunikować swoje potrzeby. A tu zaczyna się problem.

Większość z nas nie daje sobie prawa do zaspokajania własnych potrzeb. Najczęściej w ogóle nie znamy własnych potrzeb, ale żyjemy w poczuciu żalu i niesprawiedliwości, że mąż tych potrzeb nie zaspokaja. No jak on ma zaspokoić potrzeby, których my same nie potrafimy określić?

Większość mężczyzn, z którymi pracuję skarży się, że robią wszystko, aby zadowolić swoje żony, ale bez względu na to, co oraz ile zrobią, nie są w stanie uszczęśliwić drugiej strony. Ich żony z kolei twierdzą, że mężom na nich nie zależy, że ich mężowie myślą tylko o sobie. I być może w rezultacie tak się dzieje, bo jeśli mąż stara się ile może a wciąż nie udaje mu się uszczęśliwić żony, dochodzi do wniosku, że starania nie mają sensu. Jeśli bez względu na to ile zrobi i tak jest oskarżany o egoizm i brak zainteresowania, to lepiej, żeby nic nie robił, przynajmniej będzie wiedział, za co dostaje po głowie….

Kobiety często uważają, że jeśli poproszą męża, żeby kupował im raz w miesiącu kwiaty, to te kwiaty będą wymuszone, a sztucznych gestów nie chcą. Rozumiem. Ale zauważmy, że naprawdę niewielu mężczyzn miało szczęście otrzymać od rodziców właściwe wzorce męża i żony. Większość mężczyzn nie ma pojęcia, jak powinni się zachowywać, bo ich rodzice im tego nie pokazali.

Mamy więc wybór: albo rezygnujemy z komunikowania mężom naszych potrzeb, ale wtedy rezygnujemy również z oczekiwań względem nich (NIE DOMYŚLĄ SIĘ, NIE MA TAKIEJ SZANSY!) albo zdobywamy się na odwagę jasno komunikować swoje potrzeby i czerpać z tego satysfakcję.

Moje Panie, mężczyźni zapisują się tłumnie na warsztaty z instrukcji obsługi kobiet (może sama takie warsztaty zorganizuję?), nie bez powodu. Oni naprawdę chcą się dowiedzieć, o co nam, kobietom chodzi. Mężczyźni potrzebują jasnych wskazówek, konkretnych informacji, co mają zrobić, żeby nas uszczęśliwić. Naprawdę im na tym zależy.

Wiecie dlaczego mężowi zależy na uszczęśliwieniu żony? Bo szczęśliwa żona jest dowodem jego męskości. Jeśli mężczyzna potrafi sprawić, żeby jego żona była szczęśliwa to i on jest szczęśliwy i dumny z siebie. Bo sprawdza się jako mężczyzna! Spróbujcie na to popatrzeć od tej strony. Może to Was zachęci do przełamania wstydu, lęku przed sztucznością czy wymuszaniem czegokolwiek i jasnego komunikowania swoich potrzeb. Mężowie będą Wam za to wdzięczni. Jeśli nie będą – to znaczy, że pora nimi potrząsnąć (np. zaprosić na wspólną terapię pary).

Podsumowując.

Jeśli będziemy komunikować i egzekwować swoje potrzeby, nie tylko mamy dużą szansę dostać to, czego pragniemy, ale również zacieśnimy relację z mężem i podniesiemy swoje poczucie własnej wartości.

Jeśli nie nauczymy się nazywać i komunikować naszych potrzeb, możemy liczyć tylko na to, że poziom naszej frustracji będzie stale rósł, mąż będzie się od nas coraz bardziej odsuwał, a nasze poczucie własnej wartości będzie pikowało w dół.

Którą wersję wybieracie? 😉

 

 

  • Emi

    Witam. Mam pytanie. A co jeśli mam focha bo już mam dość? I czy wtedy to też jest FOCH? bo już się pogubiłam. Komunikowałam wiele razy, mówiłam temat był tłoczony i pomagało na chwilę. Sprawa dotyczy mojej teściowej, jego byłej i drugiej byłej z którą ma dziecko. Wielokrotnie komunikowałam ze nie podoba mi się ich wtrącanie się w nasze życie i obgadywanie mnie za moimi plecami. (wszystkie trzy) On się zachowuje jak słoń w sklepie z porcelaną z zachowaniem szczególnej uważności aby nie stłuc ich figurek.( tak go widzę bo ma 197cm i jest przy nich bezradny) A tu trach i stłukł się nasz związek dlaczego? Bo jak powiedział mam focha, jestem obrażona i milczę (no faktycznie dziwne). Ja mu na to: może i mam ale bardziej jest mi najzwyczajniej w świecie przykro że nie bierze mojego zdania pod uwagę i w końcu mój żal-foch urósł do wielkiej wagi że wybuchłam. Po co informować i mówić jak to i tak nic nie daje. Doszło do tego że jak wyczuwał iż znowu przegiął to zawczasu zaczynał na mnie krzyczeć abym tylko o tym nie mówiła. To po co mówić? Dodam że mam charakter bardzo łagodny i jestem z natury tolerancyjna i wyrozumiała. Postawiłam granice on je przekroczył, ja mam dość i jest FOCH ale czy to jest naprawdę foch?