Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy?

Posted on 21 sierpnia 2009 in O związkach i terapii par | 18 komentarzy

1.Trwałość małżeństwa i poczucie satysfakcji.

Małżonkowie, którzy uznają siebie nawzajem za najważniejszych,  dużo rzadziej skarżą się z powodu toksycznej relacji z rodzicami, czyz teściami. Dzieje się tak, ponieważ potrafią ustanowić jasne zasady funkcjonowania w małżeństwie i w rodzinie oraz wspólnie stoją na straży wyznaczonych przez siebie granic. W ten sposób udzielają sobie nawzajem wsparcia oraz budują poczucie bezpieczeństwa w związku. Takie małżeństwa odznaczają się wyższym poziomem empatii, lepiej się komunikują i zaspokajają wzajemne potrzeby. Deklarują one również większe zadowolenie oraz poczucie satysfakcji ze związku.

2. Dzieci czują się bezpiecznie.

W momencie pojawienia się pierwszego dziecka, my kobiety, często przenosimy lokatę uczuć z męża na słodkie niemowlę, tłumacząc sobie, że miłość do dziecka jest tą jedyną czystą i prawdziwą miłością, która będzie wiecznie trwać i dzięki której nigdy nie będziemy same. Nic bardziej mylnego. To pierwszy krok do tragedii dziecka i ogromnej samotności matki.

Tworząc trwałą relację z mężem, pokazujemy dziecku, że fundament, na którym buduje swoją tożsamość jest stabilny i niezniszczalny. Tak, fundament – dla dziecka, szczególnie w początkowym okresie życia, rodzice stanowią cały jego świat. Jeśli rodzice okazują sobie miłość i szacunek, dziecko z nabiera ufności i otwartej postawy do świata.  Obserwując ciepłą relację między rodzicami, uczy się roli, jaką w przyszłości będzie pełnić oraz prawidłowych wzorców  funkcjonowania w społeczeństwie.

Fakt, że rodzice stawiają siebie na pierwszym miejscu, nie oznacza bynajmniej, że dziecko czuje się odrzucone. Wręcz przeciwnie. Dziecko widząc kochających się rodziców, którzy wyznaczają jasne zasady i granice, chętnie podda się tym zasadom, bo one dadzą mu ogromne poczucie bezpieczeństwa, ale także nabierze odwagi w podejmowaniu życiowych wyzwań, będzie bardziej samodzielne i niezależne.

Z kolei dziecko traktowane przez obojga rodziców jako najważniejsze, zostaje z automatu wcielone w trójkąt małżeński. Relacja między małżonkami coraz bardziej się rozluźnia, na rzecz  związku uczuciowego pomiędzy matką i dzieckiem, oraz (z nieco mniejszym nasileniem) pomiędzy ojcem i dzieckiem. Na pewnym etapie funkcjonowania tego trójkąta, związek między żoną i mężem utrzymuje się wyłącznie dzięki dziecku, pełniącemu funkcję komunikatora oraz bufora. Dziecko tak bardzo kochane przez obojga rodziców, nagle zaczyna cierpieć z powodu nerwicy lub lęków. Dlaczego tak się dzieje? Dziecko nie jest w  stanie unieść balastu, jaki zrzucają na niego rodzice. Przecież ono doskonale czuje odpowiedzialność jaką mniej lub bardziej świadomie obarczają je rodzice – odpowiedzialność za ich małżeństwo. To ciężar, którego dziecko nigdy nie powinno nieść, a niestety bardzo często niesie.

Kolejnym efektem stawiania dziecka na pierwszym miejscu jest często toksyczna relacja matki z dzieckiem (bardzo rzadko ten aspekt dotyczy ojców). Z lęku przed samotnością, matki starają się przywiązać do siebie dziecko: wyręczają je w większości czynności, mniej lub bardziej bezpośrednio sugerują, że bez nich dziecko sobie nie poradzi, że jest słabe i delikatne. W ten sposób wyrastają dorośli – dzieci, niezdolni do podejmowania samodzielnych decyzji, nieporadni życiowo, kulejący zarówno na polu zawodowym jak rodzinnym, o dużym stopniu ryzyka zaburzonej osobowości.

4. Łatwiejsza adaptacja do pustego gniazda.

Małżonkowie, którzy właściwie okładają relacje w rodzinie, w przyszłości dużo łatwiej akceptują odejście dorosłych dzieci z domu i szybciej adoptują się do życia w „pustym gnieździe„. Nie mają oni potrzeby wikłania dzieci we własne problemy, ani nie starają się ich na siłę przetrzymać w domu. Wyprowadzenie się dorosłych dzieci z domu nie napawa ich przesadnym lękiem czy pustką, ale otwiera nowy etap życia, którym będą mogli się cieszyć we dwoje.


Ważne lektury:

  • Aneta

    ja uważam , że dzieci powinny być ważniejsze od męża ponieważ dzieci będą zawsze naszymi dziećmi a relacje między małżonkami są różne , nie można dać sobie ręki uciąć za męża czy żonę że zawsze przy nas będą to jest życie różnie bywa 10 lat może być idealne małżeństwo a potem może być rozwód to jest tylko życie ,jak może być dziecko mniej ważne od męża jak męża można zmienić a dziecko zawsze będzie naszym dzieckiem , potem są samobójstwa kobiet które nie potrafią żyć bez facetów a my nie powinniśmy się od nich uzależniać bo a nich świat się nie kończy trzeba docenić innych tez wokoło oni mogą być też bardziej cenniejsi niż facet ,niestety my ludzie mamy dziwne poglądy co do małżeństw i związków trzeba wyluzować i nie dać układać życia partnerom bo potem może i zmądrzejemy ale może być za późno

  • Sugerowałabym spojrzeć na temat rodziny z nieco szerszej perspektywy.
    Dla dzieci małżeństwo rodziców jest fundamentem, na którym budują swoje przekonania dotyczące miłości, poczucia bezpieczeństwa, relacji damsko-męskich i wiele innych. Proszę się zastanowić, czy będąc babcią, chciałaby Pani usłyszeć od swojego syna, czy córki, że jej partner niewiele dla niej znaczy i w każdej chwili może wziąć rozwód. Czy rzeczywiście stawiałaby wówczas dzieci na pierwszym miejscu? Czy zastanawiała się Pani nad tym, z jakimi problemami borykają się dzieci rozwiedzionych rodziców, nawet a może przede wszystkim w dorosłym życiu? Czy stwierdzenie ‚dzieci będą zawsze naszymi dziećmi’ jest prawdziwe? Czy wychowujemy dzieci dla siebie, czy dla świata? Skąd biorą się uwikłania w trójkąt małżeński? Skąd wziął się słynny problem ‚toksycznej teściowej’? Dlaczego tak częstym problemem w związkach jest niedojrzałość jednego z małżonków? Poddałabym również pod rozwagę prezentowane przez Panią przeświadczenie, że małżeństwo oznacza poddaństwo i uzależnienie? Moim zdaniem bowiem małżeństwo powinno opierać się na dbaniu o siebie nawzajem w szerokim tego słowa znaczeniu, zaś uzależnianie się od partnera czy życie pod jego dyktando, uznałabym za patologię. Ale to już temat na dłuższą dyskusję.
    Proszę spojrzeć na całą sprawę z takiej perspektywy: najlepszym, co można dać swoim dzieciom, jest szczęśliwa rodzina. Przekaz w stylu: „Twój tata się dla mnie nie liczy, liczysz się tylko Ty”, dziecko rozumie w następujący sposób:
    Chłopiec: „Mamie nie układa się z tatą, więc muszę być silny, zrezygnować z moich potrzeb i zastąpić mamie męża. Muszę się opiekować mamą, mama jest najważniejszą kobietą w moim życiu.” W przyszłości: ” Stawiam żonę na drugim miejscu, ponieważ muszę spełnić oczekiwania mamy, przecież ma tylko mnie. Kim jest mężczyzna? – nie wiem”.
    Dziewczynka: „Mamie nie układa się z tatą, potrzebuje mojego wsparcia. Tata jest zły, wszyscy mężczyźni są beznadziejni, nie można na nich polegać ani im zaufać. Mama zawsze będzie dla mnie najważniejsza, muszę rezygnować ze swoich potrzeb, żeby zaspokajać potrzeby mamy. Zawsze muszę być przy niej.” W przyszłości: „Zadowolenie mojej mamy jest ważniejsze od mojego małżeństwa”.

    Ze względu na powyższe, niezmiernie ważnym jest, aby zarówno mąż jak i żona pielęgnowali swój związek i stawiali właśnie siebie na wzajem na pierwszym miejscu. Patologia związku to zupełnie inny temat. Dlatego zachęcam wszystkie małżeństwa do wkładania wysiłku w pielęgnowanie swojej relacji ze współmałżonkiem, aby do patologii nie dopuścić.

  • Do powyższej wypowiedzi dodam jeszcze, za p. Jackiem Pulikowskim:

    „Najważniejsze, co może ojciec dać swoim dzieciom, to po prostu prawdziwe, mądrze, dojrzale, wiernie, wyłącznie i dozgonnie kochać ich matkę.”

    …i vice versa.

    Dorosłe dziecko jest zawsze, w pewnym stopniu, odzwierciedleniem swoich rodziców. Choćby dlatego, że przez 20-25 lat żyło z nimi pod jednym dachem. Dlatego będzie powielało ich zachowania. Jakie one będą zależy przede wszystkim od rodziców. Myślę, że warto uświadomić sobie, że Pani dziecko będzie borykało się z tymi samymi problemami co Pani… a później zrobić wszytko żeby nie musiało!
    Powyższa metoda jest naprawdę sprawdzona i godna polecenia. 🙂
    Powodzenia!

    PS: Oczywiście całość domaga się szczegółowego doprecyzowania, co tu nie jest możliwe. Napisano już na ten temat sporo książek, choćby powyższe. Trzeba szukać…, zaglądać czasem na niniejszą stronę, gdzie być może wkrótce powyższe i inne problemy mają szansę zostać głębiej poruszona, a także przenieść się także do reala…

  • Monika

    Witam serdecznie. Trafiłam na Pani bloga przypadkiem, i jakże się cieszę z tego odkrycia! Jestem młodą mężatką i problemy przez Panią poruszane są kwestiami nad którymi często się zastanawiam. Na powyższy artykuł trafiłam, bo na forum na którym się udzielam rozgorzała dyskusja „Kto jest ważniejszy” (w domyśle- mąż czy dziecko) i naprawdę zaskoczyło mnie ale i przeraziło, że 8o% osób twierdzi że DZIECKO.
    Kobiety piszą, że „mężczyzna pojawia się i znika a dziecko zostaje”. Zauważam tendencje to pomniejszania roli małżeństwa a także do „czarnowidzenia” w stylu że małżeństwo może się rozpaść etc. Za to dziecko traktowane jest jak mały bożek, jak ósmy cud świata. Dzieci nazywane są „Maleństwami, Niuńami itp”.
    I potem się dziwimy skąd tyle toksycznych rodziców, toksycznych teściowych, przecież te kobiety same ustawiają się na pozycji nadopiekuńczej matki której później trudno będzie pozwolić dziecku na odcięcie pępowiny…
    I nie dziwi mnie w konsekwencji tego wszystkiego ta ilość rozwodów, nieporozumień i kłótni skoro kobiety tak łatwo zapominają o tym, że miłość do męża powinna być zawsze najważniejsza…

    Pozdrawiam serdecznie.

    Ps. Zastanawiam się co Pani sądzi o tej tendencji, dlaczego tyle młodych kobiet i dziewczyn twierdzi, że dziecko powinno być na 1 miejscu…

  • Witam Panią!

    Jak zapewne zdążyła Pani zauważyć, należy Pani do mniejszości osób przejawiających podobne przekonania. Dlatego tym bardziej cieszy mnie Pani wpis!

    Cóż, nie przeprowadzałam badań w tym temacie, więc mogę się jedynie podzielić własnymi przemyśleniami. Moim zdaniem problem należy rozpatrywać pod kątem kilku aspektów. Po pierwsze aspekt cywilizacyjny wyznaczający nowe trendy takie jak kult pieniądza i niezależności. Po drugie kryzys męskości i ojcostwa, który zaowocował brakiem właściwych wzorców w rodzinie. Po trzecie migracje do większych miast,a tym samym rozłąka z rodziną i rozpad kultury wielopokoleniowej, która była swego rodzaju gwarantem stabilności rodziny i związku. To moim zdaniem główne przyczyny, choć istnieje wiele innych, o których można by napisać nie jeden artykuł.

    Pozdrawiam serdecznie!

  • krzysiek

    witam
    ostatnio rozmawiałem z moją dziewczyna /jesteśmy 2 lata w związku/ na temat najważniejszej osoby w małżeństwie. poglady jakie mi serfowała odbiegały od moich.
    a na dodatek ze ja mam inne poglądy denerwowała Ją jak ja mogłem coś takiego powiedzieć.O tuż że w małżeństwie żona jest najważniejsza, ja jestem najważniejszy a potem dziecko ważne.
    dla Niej dziecko jest najważniejsze – dlaczego dziecko bo jest bezbronne.
    rozmawiając dalej na kolejne pytanie kto jest najważniejszy po zawarciu małżeństwa otrzymałem odpowiedź że ja jestem ważny ale najważniejsza jest rodzina. dostałem takiego szoku że już nic nie powiedziałem.
    wytłumaczyła to że jak dojdzie do rozwodu to w tym momencie może liczyć tylko na rodzinę.
    zastanawiam się co dalej.
    krzysiek

  • magda

    Witam,

    kochani, moje małżeństwo właśnie się rozpada. Dlaczego?
    Z kilku powodów:

    1) moja mama żyła z ojcem, ale to było „złe” małżeństwo. Matka cierpiała i robiła ze mnie małą dorosłą. Ja faktycznie „bałam się być szeczęśliwą w związkach”, czuję ten balast do dzisiaj, czasem myślę, że lepiej dla mnie byłoby. gdyby wtedy pokazała mi, że potrafi sama żyć, że potrafi być szczęśliwa i że da mi prawo do szczęścia w życiu,

    2) toksyczna matka mojego męża, nadopiekuńczość jego ojca, zaburzona rodzina, niedojrzałość mojego męża z tych powodów, po prostu „duży chłopiec”.
    Jeden przykład:
    Gdy dostałam bóle porodowe w ciąży z pierwszą córką to… poszedł do kościoła z rodziacami oraz z bratem i jego rodziną, ja zostałam w domu sama, i gdy skurcze miałam co kilka minut… do szpitala zawiozła mnie sąsiadka, a on co na to?
    „nie mogłaś zaczekać aż wrócę z kościoła?”

  • @magda: chyba się nie poddasz!? Ludzie odbudowują swoje małżeństwa po znacznie większych kryzysach! Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku….

  • Kasia i Jakub

    Szanowna p. Marto – to jest bardzo ważny artykuł. My mamy wspaniałą Córeczkę i bardzo mocno ją kochamy. Jednak do dla siebie wzajemnie jesteśmy zdecydowanie na pierwszym miejscu i siebie wzajemnie kochamy najbardziej. Zapewniamy się o tym nawzajem każdego dnia – słowem i czynem. Co więcej nie wstydzimy się mówić o tym naszej Córce. Ten model – stawiania małżeństwa na pierwszym miejscu z Bożą pomocą przynosi błogosławione owoce. Nasza miłość małżeńska codziennie rośnie od kilku lat. Córeczka również jest szczęśliwa z tego powodu. Smutne jest, że w większości rodzin jest odwrotnie. Co więcej zdarzają się wręcz osoby po psychologii, które proponują ludziom ten fatalny model rodziny. Dlatego bardzo chcieliśmy Pani podziękować za ten artykuł. Szczerze będziemy go polecać innym. Mamy również pytanie – czy tych zdrowych małżeństw z dziećmi (takich gdzie to małżonkowie są dla siebie najważniejsi) nie jest obecnie nieco więcej niż niedawno temu? Pytamy ponieważ w naszym otoczeniu spotykamy coraz więcej małżeństw, w których to para jest dla siebie najważniejsza. To bardzo cieszy – jednak są to tylko nasze prywatne obserwacje, a rzecz dotyczy głównie osób wyznania katolickiego – u których dobry pogląd na małżeństwo i rodzinę jest wynikiem wyznawanych wartości.

  • Marta

    Dzieci też mogą odejść jak mąż czy żona, ja zostawiłam swoich rodziców, oni w Polsce a ja w Argentynie. I co mają ? siebie a nie mnie. Jesteśmy dla siebie a dzieci wychowujemy dla innych i dla świata.

  • Marta

    dodam, że mój mąż jest z odzysku, ale ufamy sobie i wierzymy że my do końca będziemy razem, bo co za szczęście by było myśleć że może kiedyś się rozwiedziemy?

  • gość

    skoro twój maż już raz się rozwiódł to znaczy że małżeństwo nie stanowi dla niego żadnych wartości, i tych relacji nigdy nie mozesz być pewna.

  • Pingback: Kiedy zaczynają się problemy w małżeństwie i relacji z dzieckiem. | www.psychologiakobiety.pl - kobieca strona psychologii()

  • Ciesze sie ze trafiłam na wypowiedzi, ktore utwierdzaja mnie ze inne pary tez buduja miedzy soba silne więzi bez uszcesrbku na rozwoju dziecka )

  • Junior

    Bzdury…

    Nie można tego wszystkiego rozpatrywać w kontekście ważne i mniej ważne…

    Uważam, że są to dwie różne sprawy…. Miłość do żony/męża i miłość do dzieci.

    Małżonkowie potrzebują innego rodzaju miłości, powinni się wzajemnie wspierać, kochać , szanować….. i razem zajmować się dzieckiem…. Kochać je i stworzyć mu maksymalne poczucie bezpieczeństwa jak tylko możliwe…

    Małżonkowie nie powinni czuć się osamotnieni, opuszczeni w wyniku narodzin owocu ich wspólnej miłości. To jest owoc ich obojga. Więc oboje powinni ten owoc pielęgnować nie zapominając o sobie…

    Wydaje mi się, że warto się zastanowić dlaczego tak się dzieje, że jednemu z rodziców wydaje się, że to on (zazwyczaj matka) lepiej będzie opiekować się dzieckiem, że drugi małżonek nie daje dziecku tyle miłości i opieki ile potrzebuje…

    To są narodziny bardzo niedobrego konfliktu, które odbije się na dziecku i w tej rodzinie i później w jego rodzinie

    Dziecko od początku powinno czuć i widzieć wzajemną miłość rodziców. W ten sposób ustala sobie wzorce, z których będzie korzystało w przyszłości.

    Brak odpowiednich wzorców będzie skutkowało złym wyborem, bycie nieszczęśliwym/ą, a rodzice wzajemnie będą się oskarżać czyja to wina…

    To wszystko powoduje stworzenie błędnego koła, które przerwać może tylko i wyłącznie edukacja w tej sprawie – np. rozszerzenie programu takiego przedmiotu (jak kiedyś za moich czasów) „przystosowania do życia w rodzinie” lub na spotkaniach przedmałżeńskich….. Nie wiem…. w każdym razie należy uświadamiać młodych ludzi skutkach/następstwach takiego postępowania.

    Każdemu zależy na tym, aby jego dziecko miało jak najlepiej, a poznanie i zrozumienie tego problemu będzie idealnym początkiem do tego aby dziecko było kiedyś szczęśliwe.

  • hela

    jestem zachwycona…dziękuję…nawet nie chce mi sie zaczynać opowiadać o mojej rodzinie, o tym jak tata nie szanował mamy, a mi posyłał całuski, podglądał w łazience i mówił, że mam piersi jak śmietanka [sic!]. byłam przedmiotem jego adoracji, a moja matka kucharką. nigdy nie szanował jej pracy. problem mojej rodziny jest o wiele bardziej złożony, ale nie mam siły go dokładnie opisywać.
    jednak marzę o rodzinie jak ta opisana w artykule. cieszę się, że aż tyle osób to rozumie.
    Pozdrawiam serdecznie, życzę szczęścia i trzymajcie za mnie kciuki, bo MARZĘ o takiej właśnie rodzinie.

  • ktos

    Ma Pani racje,mysle to samo.

  • ktos

    A pani sie moze kiedys zastanawiala,jak cierpia dzieci rodzicow,ktorzy sie nie rozwiedli,a powinni byli to zrobic?Jesli pani kochala swoich 2 rodzicow i oboje byli w porzadku to sie ciesze,ale nie wszyscy maja to szczescie.Nie chodzi o przemoc fizyczna i alkohol,ale czesto chodzi o przemoc psychiczna i emocjonalna,ale to trzeba chyba przezyc,zeby zrozumiec.Ani rodzice ani ich malzenstwo zadnymi autorytetami dla wiekszosci dzieci nie sa,to pokazuja badania przeprowadzone w ostatnich latach.
    Zgodnie z natura jak Bog swiat stworzyl,to dla kobiety sa najwazniejsze DZIECI-biologiczne czy przybrane,to je instynkt nakazuje chronic,a nie samca,ktory dzis jest,a jutro nie.Malzonek to obca osoba,ktora nie zawsze okazuje sie kims odpowiednim,moze po jego smierci miec innych facetow,a dziecko na zawsze jest naszym.dzieckiem,tego juz nikt nie zmieni.

  • Stefan Misiopodobny

    Już dawno nie przeczytałem czegoś bardziej mądrego i jakże uczącego oraz budzącego nadzieję…
    Mimo iż sam nie posiadam dziecka, ale wiem, że nim jestem jak każdy z nas i uważam ten tekst czy raczej zawartą w nim mądrość za mega na czasie, a może i nawet za coś ponadczasowego.Choć społeczeństwo się rozwija, to jednak większość z nas w dalszym ciągu „jedzie” na starych schematach, a przed nowymi zamyka drzwi jak przed Świadkami Jehowy, ale to akurat nie jest żadnym przestępstwem, natomiast to co robią nam nasi najbliżsi powinno nim być.
    Ten krótki artykuł zawiera w sobie tyle fajnego i tyle logicznego, a fakt, że nie wkradł się tam ani gram betonu myślowego, buduje i napawa optymizmem 🙂 My, żyjący według starych zasad albo według zasad „swoich starych” cały czas zamykamy sobą owo błędne koło jakiegoś o(błędu)wychowawczego.
    Chcielibyśmy być szczęśliwi, chcielibyśmy być i żyć(nie zawsze i niekoniecznie mieć) Żyć całym sobą, bez lęków i chorych ograniczeń, a jednak siła przyzwyczajenia i brak potrzeby zmian, (który sam w sobie już jest czymś złym) przede wszystkim u siebie, sprawia, że jeszcze długo taki stosunek do tematu partnerstwa i rodziny będzie odbierany przez większość, przyszłych „sprawców”, którzy obecnie są jeszcze na etapie ofiary – za herezję.
    Ja sam mając w sobie sporo naleciałości pewnie w większości bym temu nie podołał, ale świadomość możliwości przerwania wspomnianego błędnego koła budzi u mnie optymizm, a póki co dajemy się wrabiać, a każde następne pokolenie krzywdzi następne…