Jak poradzić sobie z rozstaniem

Posted on 4 listopada 2010 in O związkach i terapii par | 19 komentarzy

Czasem zgłaszają się do mnie mężczyźni, z pytaniem, jak poradzić sobie( w domyśle – pogodzić się)  z rozstaniem.

Wtedy pytam: Dlaczego chce się Pan z tym pogodzić? Wówczas na twarzy mojego rozmówcy rysuje się wielki znak zapytania. Potem słyszę zwykle: Przecież żona ode mnie odeszła, nic już nie mogę zrobić. Chciałbym nauczyć się funkcjonować w nowej sytuacji.

Pytam ponownie: Dlaczego chce się Pan z tym pogodzić, nie lepiej wrócić do żony?

Nie ma na to szans -pada odpowiedź – po czym następuje seria argumentów typu: wypalenie, związek poza małżeński, brak wiary, siły…

Walczył Pan o ten związek?

– (nieśmiało)….. wydaje mi się, że tak?

– W jaki sposób?

…. cisza……

-?

– …. chyba, tak naprawdę, nie walczyłem 🙁

-A chce Pan powalczyć?

-Nie mam na to siły, nie wierzę, że się uda.

…………………………………

Zakopany topór

I tutaj jest pies pogrzebany. Panowie mili, drodzy … gdzie Wasza wola walki, Wasze męskie oręże? Czy mężczyzna może nie chcieć walczyć? Co w takim razie świadczy o męskości, jeśli nie wola walki? Panowie, walka jest wpisana w Waszą męską tożsamość. Rezygnując ze swojej męskości, przyczyniacie się do postępującej feminizacji społeczeństwa, która nikomu na zdrowie nie wyjdzie. Odkopcie czym prędzej topory wojenne i ruszajcie do boju!

 

Mężczyzna jest stworzony do walki

Odpowiedzialność za związek spoczywa głównie na Waszych barkach. To Wy macie mu stworzyć solidne, stałe i bezpieczne ramy. Mężczyzna musi być zdecydowany, musi wiedzieć czego chce. Rozchwianie emocjonalne można wybaczyć nam, kobietom, ale nie Wam. Wy musicie być stałym fundamentem, filarem na którym opiera się system rodzinny. Dlatego, Panowie, zadajcie sobie pytanie: czego chcecie, na czym Wam zależy? Jeśli zależy Wam na żonie, na rodzinie, to co by się nie działo, macie wystarczająco dużo siły, aby ją uratować. Rezygnacja z walki to czysty egoizm, za którym kryje się lęk, lenistwo, poczucie beznadziei, braku wiary we własne siły i możliwości.

 

Nieokiełznane emocje grożą powodzią.

Uprzedzając komentarze: nie, to nie jest tak, że On ma się starać, a Ona może sobie odpuścić. W związku pracy jest po równo, ciężkiej pracy. Oboje małżonkowie muszą troszczyć się o jego konstruktywny rozwój. W dużym uproszczeniu, mężczyzna troszczy się o niego od zewnątrz a kobieta od wewnątrz. To tak jak przy budowie domu: mężczyzna stawia mury, a kobieta dba o piękne wnętrze. Ona wnosi do związku emocjonalność, a On ma stać na straży tych emocji, czyli dbać o to, aby równowaga między pozytywnymi i negatywnymi emocjami została zachowana.

Jeśli emocje są dobrze rozumiane i wykorzystywane we właściwy sposób, to dają wszystkim domownikom poczucie bliskości, opiekuńczości i ciepła. Ale, kiedy w Niej zbiera się za dużo negatywnych emocji, a On nie reaguje na sygnały ostrzegawcze, to fala emocji zalewa dom i podmywa fundament. Osuszanie fundamentu jest o wiele trudniejsze i bardziej czasochłonne, niż załatanie jednej dziurki, przy pierwszym sygnale ostrzegawczym.

 

Jak okiełznać kobiece emocje?

 

  1. kobieta potrzebuje zostać wysłuchana i przytulona. Jeśli wraca z pracy zmęczona i zaczyna narzekać, że jest jej źle, to nie oznacza wcale, że oczekuje od Was rady. Pan „dobra rada” najlepiej niech się schowa w kąt. Zadaniem mężczyzny jest usiąść, wysłuchać cierpliwie, wypowiedzieć magiczne zdanie: „rozumiem, że jest Ci ciężko” i ewentualnie spytać „czy mogę Ci jakoś pomóc?”.W odpowiedzi macie szansę usłyszeć: „Już pomogłeś, bo mnie wysłuchałeś”. W ten oto sposób emocje zostają „zwentylowane” i przestają zagrażać podmyciem fundamentu.
  2. Kobieta potrzebuje czuć się adorowana. Nie tylko przed ślubem, ale do końca, do grobowej deski. Kobieta ma czuć się jedyna i wyjątkowa w oczach swojego mężczyzny. Ma to czuć, widzieć i słyszeć!
  3. Kobieta potrzebuje poczucia bezpieczeństwa tzn.
  • żadnej innej kobiecie, nawet bliskiej przyjaciółce, nie zwierzacie się bardziej niż żonie. Jeśli czujecie, że przyjaciółka Was lepiej rozumie, jest to sygnał do tego, że należy nasilić pracę nad własnym związkiem, bo dzieje się w nim coś niedobrego. Bliskie przyjaciółki są niebezpieczne, chyba, że są wspólnymi przyjaciółkami obojga – męża i żony.
  • żona musi czuć, że może na Was liczyć, czyli nie zostawiacie jej samej z problemem cieknącej rury,  czy załatwianiem kwestii finansowych itd. Dbanie o dom i sprawy finansowe to męska rzecz. Czasem podział obowiązków bywa odwrócony, ale to wymaga szczegółowego omówienia i upewnienia się, że obie strony dobrze się z tym czują. Moim zdaniem, wbrew temu co głoszą tzw. „kobiety wyzwolone”, zamiana obowiązków znacznie podkopuje poczucie bezpieczeństwa u kobiet i odziera mężczyznę z męstwa w oczach kobiety. Świadczy o tym chociażby to, że związki, w których podział obowiązków jest zamieniony, bardzo często borykają się z problemem zanikającego życia sexualnego.
  • wychowanie dzieci nie jest domeną żony. Obowiązek wychowania spoczywa na obojgu rodzicach. Mama ma większe predyspozycje do tego, żeby uczyć dzieci ciepła, bliskości, wprowadzać je w świat emocji. Natomiast tata ma być przewodnikiem po świecie, ma pokazać dzieciom jak radzić sobie w życiu, jak stawiać czoła trudnościom.

Oczywiście, powyższe punkty wymagają szerszego omówienia. Choć zawarta w nich treść zdaje się prosta, wcale taka nie jest. Bowiem zmiana w zachowaniu wymaga w pierwszej kolejności zrozumienia popełnianych błędów, przyznania się do nich, zmiany sposobu postrzegania związku i systemu rodzinnego oraz pełnionej w nim roli a na końcu poznania narzędzi potrzebnych do wprowadzenia i utrzymania zmiany i nauka umiejętnego ich stosowania.

 

Terapia par razem i osobno

 

Idealnym rozwiązaniem jest zaangażowanie się obojga małżonków w terapię pary, choć nie zawsze takie rozwiązanie jest możliwe. Zdecydowanie częściej mam do czynienia z sytuacją, w której tylko jedno z małżonków chce walczyć 0 związek, zaś drugie jest wycofane i o terapii nie chce słyszeć. Jednak nie jest to powód do załamywania rąk. Często bowiem wystarcza zmiana jednej ze stron, w myśl zasady: jest akcja to będzie i reakcja. Podstawowym narzędziem jest psychoedukacja. Jeśli jedna strona zrozumie problem i podejmie nad nim pracę, to nie ma siły, żeby nie wywołała tym zmiany po drugiej stronie. Przy takim scenariuszu druga strona, prędzej czy później zgodzi się na podjęcie wspólnej terapii pary, lub nawet taka terapia nie będzie już potrzebna, gdyż właściwie podjęta akcja, wywołała pożądaną reakcję. Jeśli jedna ze stron podejmuje wyzwanie i zaczyna pracować nad relacją, jest to tylko kwestią czasu, kiedy nastąpi zmiana w całym systemie..

Po cichu powiem, że o wiele łatwiej jest mężowi wpłynąć na zmianę zachowania żony, niż odwrotnie. Emocje, które targają kobietą, bardzo utrudniają jej podjęcie pracy nad  relacją. Na terapię trafia zazwyczaj przepełniona skrajnymi emocjami, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Wystarczy jednak niewielka zmiana w zachowaniu męża i trochę cierpliwości z jego strony, aby u żony pojawiły się pozytywne emocje, które przesłaniając nieco emocje negatywne, sprawią, że żona otworzy się na dialog.  A kiedy uzyskamy motywację do pracy po obu stronach, to na efekty nie trzeba będzie długo czekać.

 

Mężczyzna, który nie walczy, ginie.

 

W mojej pracy, największą satysfakcję czerpię obserwując, jak mężczyźni zaczynają chłonąć wiedzę na temat roli męża i ojca, jak męstwo i ojcostwo staje się ich pasją. Czasem łzy wzruszenia płyną mi z oczu, kiedy z początku zrezygnowani i pogrążeni w poczuciu beznadziei mężczyźni, odkrywają swoją siłę i podejmują odpowiedzialność, która staje się dla nich wyzwaniem, stylem życia, polem do ustawicznej walki.  W ich oczach, pojawia się błysk, gwałtowność i  zachłanność na życie. To ogromny skok w jakości funkcjonowania. Bo mężczyzna, który nie walczy, ginie. Dlatego, ci, którzy odważyli się wykopać topór, nie będą chcieli z powrotem go zakopywać.

Do walki Panowie!

 


Ważne lektury: