Pokolenie dużych dzieci

Posted on 24 lutego 2015 in O związkach i terapii par | 3 komentarze

Duże dzieci

 

Ten wpis miał być krótki, ale wyszło inaczej. Może wybaczycie, skoro wybaczacie mi porażająco niską częstotliwość moich wpisów. Dedykuję wszystkim moim wiernym czytelnikom, czytelnikom mimo wszystko 😉

 

Początek przydługi, ale czytajcie, bo przyda się do zrozumienia całości

 

Kilka dni temu robiłam zakupy w markecie budowlanym. Spieszyłam się, bo zostawiłam dzieci na zajęciach i musiałam zdążyć odebrać je na czas. Szybko udało mi się znaleźć potrzebne produkty i pobiegłam do kasy. Przede mną stał pan z panią w wieku około 30 lat i głośno nalegali na umożliwienie zwrotu zaprawy tynkarskiej, do której nie mieli dowodu zakupu. Pani kasjerka wzdychała i stękała, zadawała przy tym mnóstwo zbędnych pytań i udzielała pouczeń.  Zorientowałam się, że trochę to potrwa, więc spytałam tych państwa, czy zgodziliby się mnie przepuścić, bo zdaje się, że ich sprawa trochę potrwa, a ja mam tylko dwie rzeczy w koszyku i bardzo się spieszę, bo dzieci na mnie czekają. Pan udał, że mnie nie słyszy i odwrócił głowę, a jego towarzyszka popatrzyła na mnie z wyraźnym przerażeniem w oczach. Z konieczności udzielenia odpowiedzi wyratowała pana i jego towarzyszkę kasjerka, pouczając mnie:

Państwo byli pierwsi i mają prawo załatwić swoją sprawę! (??? … Ja przecież tylko grzecznie zapytałam!). Towarzyszka popatrzyła na mnie znów tym przerażonym wzrokiem, unosząc jednocześnie ramiona i brwi, jakby chciała powiedzieć:

-Przykro mi, ale sama pani widzi, że nic nie mogę zrobić.

Chyba jakiś żart. Czy ja mówię do dorosłych ludzi? Odczekałam 2 minuty. Spytałam kasjerkę, ile to mniej więcej może jeszcze potrwać, bo mi się naprawdę spieszy i jeśli ma to zająć więcej niż kilka minut, to pójdę do innej kasy. Zostałam zignorowana. Pan kontynuował udawanie, że go nie ma, zaś pani sprawiała wrażenie, jakby chciała się za kimś ukryć. Sytuacja coraz bardziej mnie intrygowała i wciągała, nie mogłam sobie odpuścić. Wdech, wydech, liczę do pięciu.

– Pani zignorowała moje pytanie, więc zadam je ponownie. – Zwracam się do kasjerki –  Czy może mi Pani powiedzieć, jak długo ta sprawa może jeszcze potrwać?

Cisza. 

Patrzę wymownie na kasjerkę. Po chwili pada jednak odpowiedź.

Ponieważ państwo się nie dogadaliście, to ja nie mogę nic zrobić.

– ????? Na jakiej podstawie uważa Pani, że się nie dogadaliśmy? – spytałam.

– Cisza. Para oczywiście milczy i czujnie obserwuje wydarzenie jakby zaraz zza lady  miał na nich wyskoczyć wilk.

– Pani się wtrąciła i nie pozwoliła nam dokończyć rozmowy, więc na jakiej podstawie twierdzi Pani, że się nie dogadaliśmy? – Pytam ponownie kasjerkę, która wciąż mnie ignoruje, ale za to, z nieskrywanym niezadowoleniem zwraca się do pary:

– Czy zgadzacie się państwo przepuścić tę panią?

Pan spuszcza wzrok i udaje,że coś przykleiło mu się do buta, pani nie mogąc liczyć na reakcję partnera nieśmiało kiwa głową na znak, że się zgadza.

Podziękowałam parze i podaję kasjerce moje zakupy. Transakcję finalizuję w ciągu kilkunastu sekund po czym jeszcze raz dziękuję parze za uprzejmość. Pan odwraca głowę, pani milczy skonfundowana i próbuje schować się za kimś, mój wzrok ich najwyraźniej razi.

Odchodzę i myślę sobie: nie mieli problemu z wykłócaniem się o zwrot towaru bez dowodu zakupu. Kasjerce tłumaczyli na wszelkie możliwe sposoby, dlaczego należy im się prawo zwrotu. Potrafią zadbać o swoje sprawy. A zwykła ludzka przysługa ich przerosła?

 

Pokolenie Y?

 

Skupione na zaspokajaniu swoich potrzeb, pozbawione empatii, zasad i norm społecznych, wartości, podstawowej odpowiedzialności przynajmniej za siebie, poczucia jakiejkolwiek sprawczości. Jakby nie istnieli. Dzieci. Kiedy zamknę oczy i nikogo nie widzę, to znaczy, że inni też mnie nie widzą.

Rozmawiam ze znajomymi, którzy prowadzą własne firmy, albo w ramach innych organizacji zarządzają zespołami. Mówią mi, że nie mają kogo zatrudniać, że na rynku brakuje ludzi, którzy potrafią pracować. Zwalniają po kolei swoich pracowników, ale nie mogą znaleźć lepszego zastępstwa. Na spotkania rekrutacyjne stawiają się młodzi, nie skażeni pracą, ale za to niewiarygodnie roszczeniowi ludzie. Nie chcą się przemęczać, nie chcą brać za nic odpowiedzialności, natomiast mają długą listę oczekiwań.

 

Młodzi, gniewni, przerażeni

 

To pokolenie staje się teraz młodymi rodzicami. Bardzo często trafiają na terapię małżeńską, a raczej terapię pary, bo sformalizowane związki w tym pokoleniu zdarzają się coraz rzadziej. Bardzo trudno jest im pomóc, bo są zaślepieni własnymi oczekiwaniami. Oczekują, że partner zerwie z nieba gwiazdkę, ale od siebie nie wymagają i nie chcą wymagać zbyt wiele. Byle tylko pozostać w sferze własnego komfortu. Przykro mi patrzeć na ich cierpienie. Bo oni naprawdę cierpią, ale jednocześnie nie pozwalają sobie pomóc.

 

Przepis na wychowanie dorosłego Y

 

Niedawno wróciłam z ferii zimowych. Okres ferii, wiadomo, dużo rodzin z dziećmi. W którą stronę nie zwróciłam wzroku, moje oczy otwierały się coraz szerzej.

Na basenie. Chłopiec 8 lat. Mama na oczach wszystkich zdejmuje mu kąpielówki, zakłada majtki, po czym ubiera go w kilka warstw podkoszulków, na to polar i trzy ręczniki, z obowiązkowym ręcznikiem na głowie i kapturem.  Mój czterolatek obserwując tę sytuację, spytał mnie: „Mamo, czy ten chłopiec jest chory?”

….

Nadal na basenie. Kolejna rodzina. Mama, tata i dziadek plus dwoje dzieci. Chłopiec na oko 6 lat, ubrany w koszulkę z długim rękawem i spodnie za kolano z filtrem UV! (no, w sumie, nigdy nie wiadomo, te szalone promienie słoneczne mogą się przedrzeć przez ścianę basenu i zaatakować bezbronne dziecię). Chłopiec non stop za rączkę z mamą, tatą lub dziadkiem. Strofowany za każdym razem, kiedy samodzielnie próbuje postawić choćby dwa kroki. Mama zjeżdża z nim na zjeżdżalni, mama wchodzi z nim do brodzika, mama, tata, dziadek, na zmianę za rączkę….

…..

Obiad. Dwa stoliki przed nami siedzi rodzina. Mama, tata, babcia, synek ok 1,5 r. Od razu moje zaciekawienie wzbudziła konstelacja. Tata siedzi obok babci, dalej dziecko, po drugiej stornie stołu mama. Mężczyzna przyjechał na urlop ze swoją mamą! Nie z żoną i dzieckiem!!! Dziecko ma przed sobą tablet, w specjalnej dziecięcej obudowie (gumowa, kolorowa w jakieś obrazki). Po kolei wszyscy tańczą wokół małego króla, próbując go przekonać, żeby coś zjadł. Dziecko nie zwraca uwagi na rodziców, bawi się tabletem. W końcu mama w akcie desperacji wciska dziecku na siłę jakieś jedzenie do buzi, co automatycznie skutkuje wypluciem wszystkiego na dziecko i mamę. Mama ze stoickim spokojem wyciera sukienkę (swoją drogą babka wystrojona jak na przyjęcie, a jest na wczasach, w górskiej wsi. Jej sprawa, mniejsza o to). Siada na swoje miejsce. Do akcji wkracza tata. Próbuje z prawej, próbuje z lewej, pitu pitu, samolocik…

Jaaasne, powodzenia! Zastanawiamy się, czy ktoś wpadnie na pomysł, żeby zabrać dzieciakowi ten tablet.

Nie. Nikt nie wpadł. Za to do akcji wkracza babcia. I… odnosi sukces! Cała rodzina oddycha z ulgą. Dziecko zgodziło się zjeść… !galaretkę z lodami! Usatysfakcjonowana babcia, mama i król opuszczają restaurację. Zostaje tata, który znika za ekranem swojego smartfona. Jakby również oddychał z ulgą… że został sam. Niczym uwięziony w konsekwencjach swojej niemocy. Zastanawiamy się, czy nie dać mu wizytówki naszej poradni. Za długo się zastanawiamy, bo opuszcza restaurację.

Całkiem niedawno jedna pani, która przyszła do mnie z mężem na konsultację, oburzyła się, że podważam jej kompetencje rodzicielskie, bo zwróciłam uwagę na to, że karmienie 8 latka (karmienie w sensie dosłownym -wkładanie pokarmu do dzióbka) i spanie z nim w łóżku (mąż na kanapie w drugim pokoju !!od 8 lat!!) nie jest ani dla niego ani dla tych państwa zdrowe.

 

Dorosłe dzieci zagubione w świecie

 

Kiedyś takie doświadczenia traktowałam jako wyjątki od reguły, teraz wyjątki stają się powoli normą, a to, co było kiedyś normą, dzisiaj zaczyna zanikać. Ten chłopiec z basenu, jeden i drugi, dziecko z tabletem, chłopiec, który dzieli z mamą łoże. Oni stoją dziś przy kasie i nie wiedzą, jak zachować się wobec uprzejmej prośby drugiego człowieka.

Smutne. Dzieje się naprawdę.

  • Dominik Kozyra

    no ja czytam i ubolewam właśnie że Pani tak mało pisze 🙂
    proszę pisać więcej
    *aktualnie jestem na etapie zbierania środków na prywatna terapię

  • xysyan

    o tempora o mores

  • xysyan

    z wikipedii

    Generacja Y – pokolenie ludzi urodzonych w Polsce od 1984 roku do nawet 1997 roku, a w innych krajach np. USA pokolenie wyżu demograficznego z lat 80. i 90. XX wieku. Nazywane jest również „pokoleniem Milenium”, „następną generacją”, „pokoleniem cyfrowym” oraz „pokoleniem klapek i iPodów”. Po raz pierwszy nazwa ta pojawiła się w 1993 roku, w magazynie „AD Age”[2].

    W odróżnieniu od poprzedniej generacji, określanej mianem Generacji X, „oswoili” nowinki technologiczne i aktywnie korzystają z mediów cyfrowych i technologii cyfrowych i uznawani są za generację zuchwałą, otwartą na nowe wyzwania.

    Cechy charakterystyczne przedstawicieli Generacji Y[edytuj | edytuj kod]

    Aktywnie i w każdej dziedzinie życia korzystają z technologii i mediów cyfrowych.

    Żyją w „globalnej wiosce” dzięki dostępowi do Internetu mają znajomości na całym świecie.

    Cechuje ich duża pewność siebie.

    Często dłużej mieszkają razem z rodzicami, opóźniając przejście w dorosłość.

    Ważniejsza staje się dla nich jakość życia i doświadczenia życiowe, niż posiadanie[5].

    Są dobrze wykształceni i gotowi dalej się rozwijać.

    Są tolerancyjni i otwarci na to, co inne.

    Nie pamiętają czasów tzw. zimnej wojny pomiędzy USA i ZSRR oraz komunizmu w krajach Europy Środkowo-Wschodniej[6] (w Polsce ludzie pokolenia Y nie pamiętają czasów PRL)

    Wychowali się w realiach wolnego rynku.

    Według badań przeprowadzonych w University of New Hampshire, cechuje ich wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach, przekonanie o własnej wyjątkowości, nadmierne oczekiwania oraz silna awersja wobec krytyki

    Pokolenie Y w pracy

    Chcą pracować, ale niecałe życie – myślą o przyszłości na emeryturze, planują długoterminowo, chętnie zakładają własny biznes.

    Nie jest dla nich istotna stabilna praca na dłuższy czas, często uważani są za nielojalnych pracowników.

    Sporą uwagę przywiązują do życia prywatnego, oczekując dużej swobody i elastycznego czasu pracy. Mają duży apetyt na życie i nie chcą się ograniczać – praca nie może ich ograniczać.

    Przełożonych traktują jak równych sobie pracowników, ale z szerszymi kompetencjami.

    Oczekują od pracodawcy wyznaczania celów i kontroli[5], prowadzenia „za rękę”.

    Są świetnie przygotowani do pracy w realiach wolnego rynku i globalizacji.

    Dobrze rozwiązują częste problemy, ale słabiej radzą sobie z niestandardowymi.

    Zagrożenia i kontrowersje

    Technologia, z której tak aktywnie korzystają, pozostawia im mało czasu na myślenie autonomiczne i wyrobienie sobie własnych poglądów, jednocześnie zaś umożliwia im sprawdzanie wiedzy w różnych źródłach.

    Dochodzi do stopniowej alienacji pokoleniowej – nie kontaktują się niemal wcale z przedstawicielami poprzednich pokoleń (nie licząc rodziców).

    Nie szukają autorytetów, żyjąc w przekonaniu, że „wszystko jest w ich rękach[9]” i nikt nie może im nic narzucić.

    Nauczeni biegłego posługiwania się klawiaturą, zapominają jak się pisze ręcznie.

    Często są zbyt pewni siebie i niecierpliwi, muszą się dopiero uczyć odpowiedzialności za swoje czyny.