Równouprawnienie, czyli silne kobiety i słabi mężczyźni.

Posted on 31 lipca 2009 in O związkach i terapii par | 1 comment

Czy emancypacja dała nam szczęście czy wpędziła w ślepy zaułek?

Przez lata walczyłyśmy o to, aby móc funkcjonować na tych samych prawach co mężczyźni. I myślę, że poza małymi wyjątkami odniosłyśmy w tej kwestii sukces. Zajmujemy najwyższe stanowiska na szczeblach kariery, zdobywamy coraz silniejszą pozycję w polityce, świat kłania nam się w pół … i co my z tego mamy?

Czy naprawdę jesteśmy szczęśliwe patrząc jak mężczyźni wokół nas niewieścieją? Przejęłyśmy praktycznie wszystkie obowiązki, które dotychczas należały do mężczyzn, z zaciśniętymi zębami powtarzamy, że musimy być silne i niezależne, że niezależność da nam szczęście. I co? Mamy to szczęście?

Każda kobieta marzy o mężczyźnie, który się o nią zatroszczy, da jej poczucie bezpieczeństwa, poczucie bycia kochaną i akceptowaną. To zupełnie naturalne. Taką mamy konstrukcję psychiczną i nie ma się tu czego wypierać. Tymczasem jak nakręcone krzyczymy że chcemy wolności i że ze wszystkim same damy sobie radę. Oczywiście, dać radę damy, ale jakim kosztem? Depresje, lęki, uzależnienia od alkoholu, narkotyków czy ostatnio popularny zakupoholizm to tylko wstęp do dramatu. W tym artykule nie będę nawet wspominać, co dzieje się, kiedy w ten absurd uwikłane są dzieci.

No dobrze, tylko gdzie Ci mężczyźni, przy których możemy sobie pozwolić na bycie „kruchymi kobietkami”?

Sprawa rzeczywiście nie jest łatwa. Takich mężczyzn jest niestety niewielu. Cóż, trudno się dziwić. Wychowywani w większości przez matki, pozbawieni właściwych męskich wzorców, mieli marne podstawy do zbudowania swojej tożsamości.  Wielu współczesnych mężczyzn nie wie kim jest. Chcieliby być rycerzami na białych koniach i ratować księżniczki, tymczasem księżniczki same się uratowały. I powstał problem.

Mężczyźni z natury są leniwi, dokładnie ważą ilość włożonej pracy w stosunku do ewentualnego zysku. Jeśli wkład pracy okazuje się spory, a zysk nie jest gwarantowany, większość z nich rezygnuje. Dochodzą do wniosku, że skoro my kobiety tak dobrze sobie radzimy, to nie ma potrzeby angażowania się. W efekcie mamy zgorzkniałych, zakompleksionych, depresyjnych mężów, którzy czują się niepotrzebni, a swój autorytet w domu próbują ratować np. agresją słowną bądź fizyczną.

No dobrze, jak zatem pomóc mężczyznom spełnić nasze oczekiwania? I czy jest to w ogóle możliwe?

Optymistycznie powiem, że tak, ale o tym w jednym z kolejnych artykułów.

 


Ważne lektury:


  • Pingback: Chcę być kruchą kobietką | Psychologia kobiety()

  • Aga

    Hmmm. Oczywiście dużo w tym racji. Ale w rzeczywistości nas otaczającej brakuje często po prostu równowagi. Zgadzam się bardzo mocno co do konieczności męskiego wzorca. Właśnie rozstałam się z Hindusem wychowywanym przez matkę, którego ojciec raczej nie miał wiele do powiedzenia, zajmował się zdobywaniem pieniędzy. W rezultacie S. nie potrafi na dłuższą metę okazywać emocji. To jedno.

    Ale jest jeszcze jedna sprawa. Może to będzie zbyt osobiste, ale niech tam! Co wtedy, kiedy nie mam ochoty rywalizować z moim partnerem w związku ale on reaguje rywalizacyjnie? Lubię, kiedy partner się o mnie troszczy, ale nie za cenę upośledzenia intelektualnego. Robię co mogę aby go docenić, ale niestety on reaguje rywalizacyjnie na obszar naszych wspólnych zainteresowań. Połączyły nas zdjęcia, góry, podróże, pisanie. Ale zamiast robić to razem i tym się cieszyć, S. chodził swoimi drogami, ja swoimi. Mam nadzieję, że można być hybrydą i znaleźć hybrydę. Kogoś kto umie mnie szanować za to co robię i doceniać dostając to samo w zamian.