Main image
4 listopada
2010

Często zgłaszają się do mnie mężczyźni, z pytaniem, jak poradzić sobie( w domyśle – pogodzić się)  z rozstaniem.

Wtedy pytam: a dlaczego chce się Pan z tym pogodzić? Wówczas na twarzy mojego rozmówcy rysuje się wielki znak zapytania, który zdaje się krzyczeć: Czy Ty kobieto rozumiesz o czym ja mówię?!  Potem słyszę zwykle: Przecież żona ode mnie odeszła, wszystko straciło sens. Liczyłem na to, że pomoże mi Pani nauczyć się funkcjonować w nowej sytuacji.

Pytam ponownie: dlaczego chce się Pan z tym pogodzić, nie lepiej wrócić do żony?

-Nie ma na to szans -pada odpowiedź – po czym następuje seria argumentów typu: wypalenie, związek poza małżeński, brak wiary, siły…

-Walczył Pan o ten związek?

- (nieśmiało) nooooo, chyba tak …

- w jaki sposób?

…. cisza……

-?

- noo, chyba tak naprawdę nie walczyłem :-(

-a chce Pan powalczyć?

-chyba nie mam na to siły, nie wierzę, że się uda.

…………………………………

I tutaj jest pies pogrzebany. Panowie mili, drodzy … gdzie Wasza wola walki, Wasze męskie oręże? Czy mężczyzna może nie chcieć walczyć? Co w takim razie świadczy o męskości, jeśli nie wola walki? Panowie, walka jest wpisana w Waszą męską tożsamość. Rezygnując ze swojej męskości, przyczyniacie się do postępującej feminizacji społeczeństwa, która nikomu na zdrowie nie wyjdzie. Odkopcie czym prędzej topory wojenne i ruszajcie do boju!

Odpowiedzialność za związek spoczywa głównie na Waszych barkach. To Wy macie mu stworzyć solidne, stałe i bezpieczne ramy. Mężczyzna musi być zdecydowany, musi wiedzieć czego chce. Rozchwianie emocjonalne można wybaczyć nam, kobietom, ale nie Wam. Wy musicie być stałym fundamentem, filarem na którym opiera się system rodzinny. Dlatego, Panowie, zadajcie sobie pytanie: czego chcecie, na czym Wam zależy? Jeśli zależy Wam na żonie, na rodzinie, to co by się nie działo, macie wystarczająco dużo siły, aby ją uratować. Rezygnacja z walki to czysty egoizm, który kryje się za lękiem, lenistwem, poczuciem beznadziejności i brakiem wiary.

Uprzedzając komentarze: nie, to nie jest tak, że mężczyzna ma się starać, a kobieta może sobie odpuścić. W związku pracy jest po równo, ciężkiej pracy. Oboje małżonkowie muszą troszczyć się o jego konstruktywny rozwój, ale mężczyzna troszczy się o niego od zewnątrz a kobieta od wewnątrz. To tak jak budowa domu: mężczyzna stawia mury, a kobieta dba o jego wnętrze. Kobieta wnosi do związku emocjonalność, a mężczyzna ma stać na straży tych emocji. Jeśli mężczyzna sobie odpuści i w odpowiednim momencie nie załata dziur w konstrukcji, emocje się przez nie rozleją i rozsadzą fundament. Wtedy trzeba zaczynać budowę od początku, ale tym razem będzie to o tyle trudniejsze, że najpierw trzeba będzie osuszyć grunt.

A teraz kawa na ławę:

1. kobieta potrzebuje zostać wysłuchana i przytulona. Jeśli kobieta wraca z pracy zmęczona i zaczyna narzekać, że jest jej źle, to nie oznacza wcale, że oczekuje od Was rady. Pan dobra rada najlepiej niech się schowa w kąt i czeka cierpliwie, aż zostanie z tego kąta wywołany. Zadaniem mężczyzny jest usiąść, wysłuchać cierpliwie, wypowiedzieć magiczne zdanie: „rozumiem, że jest Ci ciężko” i ewentualnie spytać „czy mogę Ci jakoś pomóc?”.W odpowiedzi można usłyszeć: „Już pomogłeś, bo mnie wysłuchałeś”. W ten oto sposób emocje zostały „zwentylowane” i przestały zagrażać podmyciem fundamentu.

2. Kobieta potrzebuje czuć się adorowana. Nie tylko przed ślubem, ale do końca, do grobowej deski. Kobieta ma czuć się jedyna i wyjątkowa w oczach swojego mężczyzny. Ma to czuć i słyszeć!

3. Kobieta potrzebuje poczucia bezpieczeństwa tzn.

a) żadnej innej kobiecie, nawet bliskiej przyjaciółce, nie zwierzacie się bardziej niż żonie. Jeśli czujecie, że przyjaciółka Was lepiej rozumie, jest to sygnał do tego, że należy nasilić pracę nad własnym związkiem, bo dzieje się w nim coś niedobrego.

b) żona musi czuć, że może na Was liczyć, czyli nie zostawiacie jej samej z problemem cieknącej rury, dogadywaniem się z ekipą remontową, czy załatwianiem kwestii finansowych itd.

c) wychowanie dzieci nie jest domeną żony. Obowiązek wychowania spoczywa na obojgu rodzicach. Tutaj podobnie jak w samym małżeństwie, kobieta – matka rozwija u dzieci emocjonalność, zaś mężczyzna-ojciec uczy je jak radzić sobie w świecie.

Oczywiście, powyższe punkty wymagają szerszego omówienia. Choć zawarta w nich treść zdaje się prosta, wcale taka nie jest. Bowiem zmiana w zachowaniu wymaga w pierwszej kolejności zrozumienia popełnianych błędów, przyznania się do nich, zmiany sposobu postrzegania związku i systemu rodzinnego oraz pełnionej w nim roli a na końcu poznania narzędzi potrzebnych do wprowadzenia i utrzymania zmiany i nauka umiejętnego ich stosowania.

Idealnym rozwiązaniem jest zaangażowanie się obojga małżonków w terapię par, choć nie zawsze takie rozwiązanie jest możliwe. Zdecydowanie częściej mam do czynienia z sytuacją, w której tylko jedno z małżonków chce walczyć, zaś drugie jest wycofane i o terapii nie chce słyszeć. Jednak nie jest to powód do załamywania rąk. Często bowiem wystarcza zmiana jednej ze stron, w myśl zasady: jest akcja to będzie i reakcja. Podstawowym narzędziem jest psychoedukacja. Jeśli jedna strona zrozumie problem i podejmie nad nim pracę, to nie ma siły, żeby nie wywołała tym zmiany po drugiej stronie. Przy takim scenariuszu druga strona, prędzej czy później zgodzi się na podjęcie wspólnej terapii, lub nawet taka terapia nie będzie już potrzebna, gdyż właściwie podjęta akcja, wywołała pożądaną reakcję. Jeśli jedna ze stron podejmuje wyzwanie i zaczyna pracować nad relacją, jest to tylko kwestią czasu, kiedy nastąpi zmiana w całym systemie..

Po cichu powiem, że o wiele łatwiej jest mężowi wpłynąć na zmianę zachowania żony, niż odwrotnie. Emocje, które targają kobietą, bardzo utrudniają jej podjęcie pracy nad  relacją. Na terapię trafia zazwyczaj w tzw. fazie żałoby, czyli przepełniona skrajnymi emocjami, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Wystarczy jednak niewielka zmiana w zachowaniu męża i trochę cierpliwości z jego strony, aby u żony pojawiły się pozytywne emocje, które przesłaniając nieco emocje negatywne, sprawią, że żona otworzy się na dialog.  A kiedy uzyskamy motywację do pracy po obu stronach, to na efekty nie trzeba będzie długo czekać.

Dlaczego mężowi łatwiej jest okiełznać falę emocji żony, niż żonie pomóc mężowi w budowaniu bezpiecznego fundamentu? Tutaj rozbijamy się o kwestie męskości. Bowiem, żadna kobieta nie jest w stanie wychować chłopca na prawdziwego mężczyznę, a chłopiec, który nie stał się mężczyzną nigdy nie będzie dobrym mężem i dobrym ojcem. Dlatego, jeśli mężczyzna nie otrzymał w swoim dzieciństwie odpowiedniego wzorca męskiego, w dorosłym życiu będzie musiał podjąć wysiłek pracy nad sobą, aby poczuć się dobrze we własnej skórze. Szkoda, że mało komu chce się podejmować taki wysiłek. Topory leżą gdzieś głęboko zakopane, bo mężczyźni trwają w „bezpiecznej” beznadziei. A taka praca nad sobą daje ogromne poczucie satysfakcji, poprzez poczucie siły i sprawczości.

W mojej pracy, największą satysfakcję czerpię, obserwując, jak mężczyźni „łapią bakcyla”, jak chłoną wiedzę na temat ojcostwa, roli męża. Czasem łzy wzruszenia płyną mi z oczu, kiedy z początku zrezygnowani i pogrążeni w poczuciu beznadziejności mężczyźni odkrywają swoją siłę i podejmują odpowiedzialność, która staje się dla nich wyzwaniem, stylem życia, polem do ustawicznej walki. Bo mężczyzna, który nie walczy, ginie. Oni to już rozumieją. W zamglonych wcześniej oczach, pojawia się błysk, gwałtowność i  zachłanność na życie. To ogromny skok w jakości funkcjonowania. Dlatego, ci, którzy odważyli się wykopać topór, nie będą chcieli z powrotem go zakopywać.

Do walki Panowie!

 


Ważne lektury:

„Jeżeli coś dotyka cię, znaczy: dotyczy cię. Jeżeliby nie dotyczyło cię – nie dotykałoby cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kuło, nie raniło. Jeżeli bronisz się, znaczy: czujesz się atakowany. Jeżeli czujesz się atakowany, znaczy: jesteś celnie trafiony. Miej to na uwadze.” pisał E. Stachura

Jeśli mój artykuł Cie poruszył:


Być może zainteresuje Cię także jeden z poniższych artykułów?:

  1. Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy?
  2. Odcinamy pępowinę, czyli koniec problemów z teściową.


  • Paola

    No toś pojechała, Kochana… :) zgadzam się. w 100%. Tylko gdzie, w tym feministycznym świecie, takich mężczyzn znaleźć? sama znalazłaś to się ciesz;p

  • http://www.facebook.com/krzysztof.wlodarczak Krzysztof Włodarczak

    @Paola: Obawiam się, że jak znalazła to nie było jeszcze tak różowo. Zresztą nadal nie zawsze jest. ;-)
    Sądzę, że w małżeństwie jest jedno ogromne pole do egoizmu – to pole osobistego rozwoju, ale tego, który jednocześnie służy współmałżonkowi. Wtedy wszytko idzie dobrze, bo pracując nad sobą rozwijamy się, ale także, niejako ofiarujemy tę pracę na rzecz tej drugiej osoby. Warto oczywiście wiedzieć, w którym kierunku chce się rozwijać, jakich narzędzi potrzebuje i gdzie ich szukać, ale to już temat na inną dyskusję. Ważne też żeby mieć świadomość, że to proces ciągły, dozgonny. Zresztą rozwój osobisty i zaangażowanie są jednymi ze składowych miłości, nie? :-)

  • Pingback: Walki o związek ciąg dalszy | www.psychologiakobiety.pl - kobieca strona psychologii

  • Paweł

    Witam
    Pozwolę sobie coś napisac. Artykuł to sama prawda. Napisze może coś o sobie. Mam aktualnie 28 lat. Zawsze wierzyłem w siłę czystych myśli, rozwój intelektualny, ambicje. Zawsze chciałem dawac z siebie 100%. W jakis sposób udało mi się. Skończyłem studia, a że wiara w siłę czystych myśli dalej się rozwijała- aktualnie kończę doktorat jednocześnie pracuje już 3 lata na Uczelni. Wiedziałem ze muszę byc konsekwentny, nie mogę zawiesc rodziców, a przede wszystkim wykorzystac swój talent- matematyczny talent. Pogoń za karierą, niejednokrotne przebijanie sie łokciami i najważniejsze- ABY NIE PRZEGAPIC tego jedynego okresu w życiu. Ale żeby też nie stracic kontaktu z przyjaciółmi, nie przestac byc człowiekiem. W moim przypadku był to konkurs na asystenta na jednej z lepszych uczelni w kraju. Udało się. Związków z kobietami w tym czasie było niewiele… ok w ogóle takowych nie było. Byłem trochę samotnym wilkiem. Zrozumiałem od dziecka ze najpierw osiągnij cos cieżką pracą- potem przyjemności. Tzw. odroczona gratyfikacja. Cały zasób przekwitających w moim mózgu neuroprzekaźników: serotoniny, dopaminy.. testosteronu zużywałem na nauke i sport. Przystojny jestem i nie miałem problemu z powodzeniem. Ale cały coś mi mówiło, czekaj na Tą odpowiednia. Oczywście można sie zabawic…wchłonąc krótkie romanse. Ale po co- odroczona gratyfikacja. Poznanie tej jedynej- miłosc, seks z miłosci to przeciez musi byc cos wspaniałego. Czytając to możecie powiedziec, że to smutne. Oczywiście ze dosc smutne. Chłopak (wrażliwy chłopak), w którego głowie kłębią sie myśli o moralnym postępowaniu, a wpuszczeniem tego ciśnienia… zabawą. Troche taka paranoja.
    Obecnie poznałem wspaniałą kobietę. Praca na uczelni Nas połączyła. Ale to coś więcej. Zakochałem się w Niej, a Ona we mnie. Znamy sie dopiero rok. Ale wspaniale nam ze sobą. Do czego zmierzam w końcu napisze… bo już duży ten tekst.
    W około mam mnóstwo dziewczyn, studenci to praktycznie same studentki. Na imprezach, konferencjach itd. mam mnóstwo okazji aby W KONCU zaczac sie bawic. Przeciez juz osiągnąłem to co chciałem. Mam pieniądze z grantów europejskich, dobrą wypłatę, pozycję. Teraz mogę PUSCIC cisnienie…iśc w tango. Przeciez tego mi trzeba… hotele na weekend z panienkami. Jednak po poznaniu tej osoby, wiem że teraz energia musi sie skupic na budowaniu dalszego etapu naszego życia. I tutaj odnoszę sie do artykułu. Własnie trzeba stac się mężczyzną- który konsekwentnie idzie przez życie- który wie czego chce. Rodzina, dzieci dalszy rozwój naukowy, wychowanie dzieci na wspaniałe osoby, zapewnienie im utrzymania. Zapewne to trudne, ale po to jest energia i umysł

    Nie jestem wcale silną do granic osobowością. Od dziecka miałem różnego rodzaju stany emocjonalne, brak zdecydowania,- byłem uparty jak X, pochopny jak Y i samowolny jak X i Y. Ale uporem, ogromną pracą nad sobą udało mi się siebie określic. I wiem ze w przyszłosci nie bede musiał patrzec w przeszłosc z wyrzutami sumienia.
    Na zakończenie dodam jeszcze że jestem jedynakiem:). Wiedziałem że tak muszę postępowac- nie mając u boku rodzeństwa, bratniej duszy. Wyrobic sobie mały półpancerzyk, aby nie dac sie wykorzystac.
    Życie nie daje nam tego co chcemy, tylko to co dla nas ma. A my musimy sie nauczyc to wykorzystac

  • Paweł

    Dodam jeszcze coś, bo w poprzednim komentarzu o tym nie powiedziałem. W pewnym wieku miałem także różnego rodzaju stany lękowe. Byłem tez na psychoterapii. Po prostu potrzebowałem z kimś porozmawiac o tego rodzaju stanach. To wspaniale pomogło, ale przkonałem się ze musze pracowac nad sobą, aby nie zostac na ciapą, lebiegą i swego rodzaju latawcem, który boi się każdego podmuchu wiatru- bo nie wie gdzie go ten wiatr skieruje

  • Kaśka

    Witam serdecznie.
    Wcale nie podoba mi się to co Pani napisała.
    Wcisnęła Pani mężczyzn w szablon zupełnie niewygodny.
    A dlaczego ma tak być?
    Dlaczego mają się przyporządkowywać stereotypom które pani tutaj prezentuje?
    Kto powiedział że wszystko co się dzieje w małżeństwie jest zależne od mężczyzn?! Czy Pani w tym momencie nie umniejsza jednej i drugiej stronie?
    Wcale tak nie myślę i stawiam kobiety na równi.
    Są tak samo odpowiedzialne za losy związku i rodziny.
    Powiem więcej.
    Kobieta z racji swoich predyspozycji ( opiekuńcza, opanowana..) ma większe pole do popisu w stymulowaniu atmosfery domowej. Znam wiele kobiet silnych psychicznie i fizycznie.
    Mężczyzna ma walczyć? Z kim?
    A jak mu walka nie wyjdzie?
    To też nie ma płakać?! Z tego co wiem to kanaliki łzowe ma każdy a
    Każda sytuacja rozstań i problemów w związkach partnerskich jest inna bo różni ludzie je tworzą. Próby ustalania schematów do których można przyporządkować wielu to naprawdę ryzykowne.
    Pozdrawiam.
    Ps. Jak Pani tak ładnie wyszczególni również .. czego potrzebują mężczyźni to może chociaż troszkę zmieni to seksistowski obraz notki.

  • Łukasz

    Zgadzam się z Kaśką. Artykuł jednostronny, przepełniony okropnymi stereotypami. Każdy zdrowy mężczyzna, oprócz tego, że jest silny, jest tez „słaby” – wrażliwy, ciepły, bywa bezradny i zagubiony. Jako psycholog Autorka tekstu zapewne wie, że tak kobiety, jak i mężczyźni noszą w swym wnętrzu nieprzebrane pokłady siły, ale także duży bagaż kruchości. Wszyscy mamy „męską” i „kobiecą” stronę – bez względu na płeć. Chłopaki też płaczą, też przegrywają. Miłość i związek to partnerstwo, także emocjonalne, a wspomniane w tekście stereotypy bardzo szkodzą!

    I jeszcze do Pawła: A nie powiedzieli Ci na tej terapii czegoś o narcyzmie?

  • megii3

    Moi Drodzy!!!

    moje zdanie na temat artykułu-bardzo mi się podoba.W tym miejscu dziękuję autorce, że podzieliła się z NAMI swoim artykułem( bogactwem)(Po jego przeczytaniu czuję że moje WNĘTRZE się wzbogaciło- będę LEPSZYM CZŁOWIEKIEM!)Nie obawiając się oceny i złej krytyki… To bardzo ważne i cenne w dzisiejszych czasach, gdzie nastąpiło ZATARCIE GRANIC,ZASAD (wszelakich- nie będę wymieniac) Zacytuję mojego kolegę (dobry z niego CZŁOWIEK) „ludzie tak jak chemia, dzielą się na zasady i kwasy…”
    Artykuł porusza ważną dziedzinę życia CZŁOWIEKA (nie będę wnikac w różnice wynikające z płci) mianowicie RELACJE MIĘDZYLUDZKIE!!!
    dziękuję!!!

  • Pawel

    Witam was.. mnie zostawiła dziewczyna po poltorej roku bycia razem.. kocaham ja bardzo i ona tez mnie kochala.. ale zostawila mnie z dnia na dzien.. stwierdzial ze chce teraz byc sama i korzystac z zycia.. swierdzilem ze dam jej czas ze moze bedzie chcial wrocic ale ona znalzala innego chlpakai to rok mlodszego od niej.. strla sie zebym ja znienawidzil ale nie potrafie.. za bardzo ja kocham.. i ona napisala mi ze nie chce mnie widziec juz nigdy.. i zyje z ty m chlopakiem beznadziejnym zyciem.. a ja nie chce zeby skonczyla zle.. nie umiem patrtzec na to jak osoba kotra kocham marnuje sobie zycie.. wszyscy znajomi mi mowia ze w koncu znudzi sie je takie zycie i ten chlopak i bedzie chciala wrocic do mnie.. ale nie wierze w to.. i cuzje ze oni tez tak tylko mowia zeby mnie pocieszyc.. masakra.. tak bvardzo mi zle bez niej.. a gdy jeszcze widze co ona robi.. to czuje sie bardzo zle.. nie wiem co robic ..

  • Buba6

    Czytając ten artykuł nie znalazłem nic, co wybiegałoby poza hasła… Kolejny raz, kolejna kobieta podpowiada facetom o tym, że mają być silni konsekwentni, oraz mają obowiązek, obowiązek, i obowiązek. Rzeczywistość codzienna faszeruje nas ojców, mężów czy kandydatów na nich megatonami zupełnie sprzecznych komunikatów ferowanych przez nasze  najbliższe kobiety i kobietki. Nader chętnie podejmują one wyniszczającą męską stanowczość bezlitosną walkę sprowadzając dzielnego rycerza wybranka do roli pantoflanej marionetki. Powracający z pracy zastaje często w domu już wypracowaną koncepcję rozwiązań na pożywce dość chwiejnej i chwilowej piramidy emocjonalnej gdzie ma do wyboru, albo kolejny bój o racje (skutkujący dąsami i pąsami) albo… won pod kapeć. Satysfakcji z przewidywalnej i nieuchronnej klęski ww. koncepcji też nie dane jest domowemu facetowi; wyrok zwykle brzmi: jak zwykle wszystko na mojej (kobiecej) głowie, a z ciebie i tak żadnego pożytku. Bardzo łatwo ferować takie opinie, facet też jest tylko człowiekiem, i im bardziej identyfikuje się z odpowiedzialnością za związek i swoją Panią, tym łatwiej wchłania wszelkie porcje jadu kierowanego przez nią do swego ego. Przynosi to efekt zupełnie odwrotny od zamierzonego (?) przez wrzaskliwą jędzę – faceci uciekają od tej toksyny. Kupują wędki i uciekają w samotne rozgrywki sumienia, same ryby (poza fascynatami łowienia) nie mają tu żadnego znaczenia. Tam, nad wodą wolno im nawet płakać – w domu absolutnie nie,  bo „chłopaki  nie płaczą”. Umiejętność całkowitego rozpoznania prawdziwych oczekiwań kobiety wydaje ponad jedno życie statystycznego faceta. A to dlatego, że w kobiecym tyglu emocji i stanów hormonalnych one same często nie wiedzą co naprawdę w tej chwili jest im potrzebne. W konfrontacji racji „na dziś (dla świętego spokoju)” czy „na jutro (czyli rozsądkowego rozwiązania)” bardziej znokautowani panowie w związku wybiorą to pierwsze i sięgną po wędkę… W rozmowach z kobietami często namawiam je by one też (nie tylko po rozkosznej chwili) zechciały powiedzieć od czasu do czasu  swoim wybrańcom: jesteś dla mnie najważniejszy, kocham Cię i CIESZĘ SIĘ Z TWOJEJ BLISKOŚCI. Rzeczywistość bliskich czy sformalizowanych związków  natychmiast bezlitośnie weryfikuje te postawy: Po co i komu? Dostaje samiec zawartość bielizny to niech mu to starczy, a poza tym nic tak zdaje się nie cieszyć dzisiejszych Pań jak totalna dominacja. Bo czy patrząc bezlitośnie na kobiece wybory może nie nasuwać się smutna konstatacja że facet ma mieć dziś trzy cechy: ma wyglądać, żeby było się na kim powiesić ku rozpaczy damskiej konkurencji, ma mieć kasę by Pani było łatwiej i ma wiedzieć kto jest jego  Panią czyli kogo ma słuchać? Resztę mu Wybranka poukłada wg swojej wizji… Trzeba jednak smutnie przyznać, że nasze Wybranki zaczynają doceniać swoich przybocznych ale dopiero w … cmentarnej zadumie. Nam to już wtedy nie będzie przydatne.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1028390884 Bogna Białecka

    Gdy artykuł trafia w sedno, zwykle wzbudza silne reakcje emocjonalne. Wypowiedzi poniżej pokazują, że ten artykuł zalicza się do naprawdę dobrych.