Home O związkach i terapii parDlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy – 3 powody?

Dlaczego mąż ma być dla mnie najważniejszy – 3 powody?

autor: Marta Mauer-Włodarczak
4,K odwiedzin

1. Trwałość małżeństwa i poczucie satysfakcji.

Małżonkowie, którzy uznają siebie nawzajem za najważniejszych,  dużo rzadziej skarżą się z powodu toksycznej relacji z rodzicami, czy z teściami. Dzieje się tak, ponieważ potrafią ustanowić jasne zasady funkcjonowania w małżeństwie i w rodzinie oraz wspólnie stoją na straży wyznaczonych przez siebie granic. W ten sposób udzielają sobie nawzajem wsparcia oraz budują poczucie bezpieczeństwa w związku. Takie małżeństwa odznaczają się wyższym poziomem empatii, lepiej się komunikują i zaspokajają wzajemne potrzeby. Deklarują one również większe zadowolenie oraz poczucie satysfakcji ze związku.

2. Gdy mąż jest na pierwszym miejscu dzieci czują się bezpiecznie.

W momencie pojawienia się pierwszego dziecka, my kobiety, często przenosimy lokatę uczuć z męża na słodkie niemowlę, tłumacząc sobie, że miłość do dziecka jest tą jedyną czystą i prawdziwą miłością, która będzie wiecznie trwać i dzięki której nigdy nie będziemy same. Nic bardziej mylnego. To pierwszy krok do tragedii dziecka i ogromnej samotności matki.

Tworząc trwałą relację z mężem, pokazujemy dziecku, że fundament, na którym buduje swoją tożsamość jest stabilny i niezniszczalny. Tak, fundament – dla dziecka, szczególnie w początkowym okresie życia, rodzice stanowią cały jego świat. Jeśli rodzice okazują sobie miłość i szacunek, dziecko z nabiera ufności i otwartej postawy do świata.  Obserwując ciepłą relację między rodzicami, uczy się roli, jaką w przyszłości będzie pełnić oraz prawidłowych wzorców  funkcjonowania w społeczeństwie.

Fakt, że rodzice stawiają siebie na pierwszym miejscu, nie oznacza bynajmniej, że dziecko czuje się odrzucone. Wręcz przeciwnie. Dziecko widząc kochających się rodziców, którzy wyznaczają jasne zasady i granice, chętnie podda się tym zasadom, bo one dadzą mu ogromne poczucie bezpieczeństwa, ale także nabierze odwagi w podejmowaniu życiowych wyzwań, będzie bardziej samodzielne i niezależne.

Z kolei dziecko traktowane przez obojga rodziców jako najważniejsze, zostaje z automatu wcielone w trójkąt małżeński. Relacja między małżonkami coraz bardziej się rozluźnia, na rzecz  związku uczuciowego pomiędzy matką i dzieckiem, oraz (z nieco mniejszym nasileniem) pomiędzy ojcem i dzieckiem. Na pewnym etapie funkcjonowania tego trójkąta, związek między żoną i mężem utrzymuje się wyłącznie dzięki dziecku, pełniącemu funkcję komunikatora oraz bufora. Dziecko tak bardzo kochane przez obojga rodziców, nagle zaczyna cierpieć z powodu nerwicy lub lęków. Dlaczego tak się dzieje? Dziecko nie jest w  stanie unieść balastu, jaki zrzucają na niego rodzice. Przecież ono doskonale czuje odpowiedzialność jaką mniej lub bardziej świadomie obarczają je rodzice – odpowiedzialność za ich małżeństwo. To ciężar, którego dziecko nigdy nie powinno nieść, a niestety bardzo często niesie.

Kolejnym efektem stawiania dziecka na pierwszym miejscu jest często toksyczna relacja matki z dzieckiem (bardzo rzadko ten aspekt dotyczy ojców). Z lęku przed samotnością, matki starają się przywiązać do siebie dziecko: wyręczają je w większości czynności, mniej lub bardziej bezpośrednio sugerują, że bez nich dziecko sobie nie poradzi, że jest słabe i delikatne. W ten sposób wyrastają dorośli – dzieci, niezdolni do podejmowania samodzielnych decyzji, nieporadni życiowo, kulejący zarówno na polu zawodowym jak rodzinnym, o dużym stopniu ryzyka zaburzonej osobowości.

3. Łatwiejsza adaptacja do pustego gniazda.

Małżonkowie, którzy właściwie okładają relacje w rodzinie, w przyszłości dużo łatwiej akceptują odejście dorosłych dzieci z domu i szybciej adoptują się do życia w „pustym gnieździe„. Nie mają oni potrzeby wikłania dzieci we własne problemy, ani nie starają się ich na siłę przetrzymać w domu. Wyprowadzenie się dorosłych dzieci z domu nie napawa ich przesadnym lękiem czy pustką, ale otwiera nowy etap życia, którym będą mogli się cieszyć we dwoje.

DAM CI NEWSLETTER, CHCESZ?

Obiecuję, że nie dostaniesz żadnego spamu!
Będę Cię tylko informowała o nowych artykułach na blogu. 

21 komentarzy

Aneta 15 lutego 2010 - 00:58

ja uważam , że dzieci powinny być ważniejsze od męża ponieważ dzieci będą zawsze naszymi dziećmi a relacje między małżonkami są różne , nie można dać sobie ręki uciąć za męża czy żonę że zawsze przy nas będą to jest życie różnie bywa 10 lat może być idealne małżeństwo a potem może być rozwód to jest tylko życie ,jak może być dziecko mniej ważne od męża jak męża można zmienić a dziecko zawsze będzie naszym dzieckiem , potem są samobójstwa kobiet które nie potrafią żyć bez facetów a my nie powinniśmy się od nich uzależniać bo a nich świat się nie kończy trzeba docenić innych tez wokoło oni mogą być też bardziej cenniejsi niż facet ,niestety my ludzie mamy dziwne poglądy co do małżeństw i związków trzeba wyluzować i nie dać układać życia partnerom bo potem może i zmądrzejemy ale może być za późno

Odpowiedz
Marta Mauer-Włodarczak 15 lutego 2010 - 21:05

Sugerowałabym spojrzeć na temat rodziny z nieco szerszej perspektywy.
Dla dzieci małżeństwo rodziców jest fundamentem, na którym budują swoje przekonania dotyczące miłości, poczucia bezpieczeństwa, relacji damsko-męskich i wiele innych. Proszę się zastanowić, czy będąc babcią, chciałaby Pani usłyszeć od swojego syna, czy córki, że jej partner niewiele dla niej znaczy i w każdej chwili może wziąć rozwód. Czy rzeczywiście stawiałaby wówczas dzieci na pierwszym miejscu? Czy zastanawiała się Pani nad tym, z jakimi problemami borykają się dzieci rozwiedzionych rodziców, nawet a może przede wszystkim w dorosłym życiu? Czy stwierdzenie 'dzieci będą zawsze naszymi dziećmi’ jest prawdziwe? Czy wychowujemy dzieci dla siebie, czy dla świata? Skąd biorą się uwikłania w trójkąt małżeński? Skąd wziął się słynny problem 'toksycznej teściowej’? Dlaczego tak częstym problemem w związkach jest niedojrzałość jednego z małżonków? Poddałabym również pod rozwagę prezentowane przez Panią przeświadczenie, że małżeństwo oznacza poddaństwo i uzależnienie? Moim zdaniem bowiem małżeństwo powinno opierać się na dbaniu o siebie nawzajem w szerokim tego słowa znaczeniu, zaś uzależnianie się od partnera czy życie pod jego dyktando, uznałabym za patologię. Ale to już temat na dłuższą dyskusję.
Proszę spojrzeć na całą sprawę z takiej perspektywy: najlepszym, co można dać swoim dzieciom, jest szczęśliwa rodzina. Przekaz w stylu: „Twój tata się dla mnie nie liczy, liczysz się tylko Ty”, dziecko rozumie w następujący sposób:
Chłopiec: „Mamie nie układa się z tatą, więc muszę być silny, zrezygnować z moich potrzeb i zastąpić mamie męża. Muszę się opiekować mamą, mama jest najważniejszą kobietą w moim życiu.” W przyszłości: ” Stawiam żonę na drugim miejscu, ponieważ muszę spełnić oczekiwania mamy, przecież ma tylko mnie. Kim jest mężczyzna? – nie wiem”.
Dziewczynka: „Mamie nie układa się z tatą, potrzebuje mojego wsparcia. Tata jest zły, wszyscy mężczyźni są beznadziejni, nie można na nich polegać ani im zaufać. Mama zawsze będzie dla mnie najważniejsza, muszę rezygnować ze swoich potrzeb, żeby zaspokajać potrzeby mamy. Zawsze muszę być przy niej.” W przyszłości: „Zadowolenie mojej mamy jest ważniejsze od mojego małżeństwa”.

Ze względu na powyższe, niezmiernie ważnym jest, aby zarówno mąż jak i żona pielęgnowali swój związek i stawiali właśnie siebie na wzajem na pierwszym miejscu. Patologia związku to zupełnie inny temat. Dlatego zachęcam wszystkie małżeństwa do wkładania wysiłku w pielęgnowanie swojej relacji ze współmałżonkiem, aby do patologii nie dopuścić.

Odpowiedz
Junior 30 kwietnia 2013 - 10:57

Bzdury…

Nie można tego wszystkiego rozpatrywać w kontekście ważne i mniej ważne…

Uważam, że są to dwie różne sprawy…. Miłość do żony/męża i miłość do dzieci.

Małżonkowie potrzebują innego rodzaju miłości, powinni się wzajemnie wspierać, kochać , szanować….. i razem zajmować się dzieckiem…. Kochać je i stworzyć mu maksymalne poczucie bezpieczeństwa jak tylko możliwe…

Małżonkowie nie powinni czuć się osamotnieni, opuszczeni w wyniku narodzin owocu ich wspólnej miłości. To jest owoc ich obojga. Więc oboje powinni ten owoc pielęgnować nie zapominając o sobie…

Wydaje mi się, że warto się zastanowić dlaczego tak się dzieje, że jednemu z rodziców wydaje się, że to on (zazwyczaj matka) lepiej będzie opiekować się dzieckiem, że drugi małżonek nie daje dziecku tyle miłości i opieki ile potrzebuje…

To są narodziny bardzo niedobrego konfliktu, które odbije się na dziecku i w tej rodzinie i później w jego rodzinie

Dziecko od początku powinno czuć i widzieć wzajemną miłość rodziców. W ten sposób ustala sobie wzorce, z których będzie korzystało w przyszłości.

Brak odpowiednich wzorców będzie skutkowało złym wyborem, bycie nieszczęśliwym/ą, a rodzice wzajemnie będą się oskarżać czyja to wina…

To wszystko powoduje stworzenie błędnego koła, które przerwać może tylko i wyłącznie edukacja w tej sprawie – np. rozszerzenie programu takiego przedmiotu (jak kiedyś za moich czasów) „przystosowania do życia w rodzinie” lub na spotkaniach przedmałżeńskich….. Nie wiem…. w każdym razie należy uświadamiać młodych ludzi skutkach/następstwach takiego postępowania.

Każdemu zależy na tym, aby jego dziecko miało jak najlepiej, a poznanie i zrozumienie tego problemu będzie idealnym początkiem do tego aby dziecko było kiedyś szczęśliwe.

Odpowiedz
hela 29 lipca 2013 - 18:44

jestem zachwycona…dziękuję…nawet nie chce mi sie zaczynać opowiadać o mojej rodzinie, o tym jak tata nie szanował mamy, a mi posyłał całuski, podglądał w łazience i mówił, że mam piersi jak śmietanka [sic!]. byłam przedmiotem jego adoracji, a moja matka kucharką. nigdy nie szanował jej pracy. problem mojej rodziny jest o wiele bardziej złożony, ale nie mam siły go dokładnie opisywać.
jednak marzę o rodzinie jak ta opisana w artykule. cieszę się, że aż tyle osób to rozumie.
Pozdrawiam serdecznie, życzę szczęścia i trzymajcie za mnie kciuki, bo MARZĘ o takiej właśnie rodzinie.

Odpowiedz