Home O dzieciach Wychowujemy społeczeństwo narcyzów

Wychowujemy społeczeństwo narcyzów

autor: Marta Mauer-Włodarczak
1 komentarz 702 odwiedzin

osobowość narcystyczna

Narcyzm to problem niskiego poczucia własnej wartości.

Osobowość narcystyczna – to typ osoby, która, wbrew powszechnym przekonaniom, ma bardzo niskie poczucie własnej wartości, natomiast ma bardzo dużą potrzebę posiadania wysokiego mniemania na swój temat. Cierpienie tych osób wynika stąd, że na każdym kroku i w każdej sytuacji muszą udowadniać sobie i innym, że są od nich lepsi. Bycie od kogoś gorszym, rozumiane jest jako bycie najgorszym i żałosnym. Tragizm tej sytuacji polega na tym, że zawsze znajdzie się ktoś, kto jest w czymś lepszy. Dlatego osoby narcystyczne żyją w ciągłym napięciu i poczuciu zagrożenia.

Dziecko – wieszak na drogie ubrania i gadżety

Z roku na rok, obserwuję coraz większą tendencję do traktowania dzieci przedmiotowo. Dziecko często jest traktowane jako wizytówka rodzica, która ma świadczyć o jego przynależności do danej warstwy społecznej. Drogie ubrania i samochody są symbolem klasy bogatej, do której wiele osób o mniejszych zasobach finansowych pretenduje. Drogo ubrane i wyposażone dziecko jest informacją dla otoczenia, że jego rodzice należą do klasy zamożnej.

Czego uczy się w ten sposób dziecko? Tego, że jego wartość, jako człowieka, zależy od atrybutów zewnętrznych. Przestaje się dla niego liczyć to, jakim jest człowiekiem, ale co inni o nim myślą. Uczy się gry pozorów, tego, że przynosząc do szkoły drogie zabawki, zyskuje zainteresowanie kolegów, nierzadko również władzę w grupie.

To dziecko zazwyczaj ma świadomość tego, że jest lubiane tylko dzięki swoim gadżetom. Nie powinno więc dziwić, że uczy się w ten sposób niesamowitego przywiązania do przedmiotów, bo one stanowią o jego wartości. Od najmłodszych lat odczuwa ogromny lęk przed ich utratą. Dlatego, w dorosłym życiu prawdopodobnie zrobi wszystko, żeby zebrać zasoby finansowe, lub to co o nich świadczy, bez względu na koszty, jakie z tego tytułu poniesie. Tym kosztem mogą być bliskie relacje i zdrowie psychiczne.

Nie chcę pieniędzy, chcę czuć się dobrym i akceptowanym!

Takie dziecko ma potencjalnie zapewnione wszystko, czego tylko potrzebuje, z wyjątkiem jednej ważnej kwestii: akceptacji.  Musi zrezygnować z siebie i poświęcić swoje własne pragnienia dla zaspokajania ambicji rodziców. Musi być perfekt, żeby zyskać aprobatę rodziców.  Boi się popełnić błędu, bo błąd burzy obraz ideału, a rodzice kochają ideał.

Bycie od kogoś gorszym jest dla niego nie do zaakceptowania. We wszystkim musi być najlepsze i podnosi sobie wiecznie poprzeczkę. Bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy, kto będzie stanowił dla niego zagrożenie poczucia własnej wartości. Każdy kogo spotka na swojej drodze będzie dla niego potencjalnym rywalem.

Brzmi przesadnie, prawda? Niestety nie ma w tym przesady. Te dzieci, w dorosłym życiu postrzegają siebie, jako ofiarę rodzicielskich ambicji i na terapii uczą się jak pozbyć się poczucia winy i niespełnionych oczekiwań. Pół biedy, jeśli w ogóle na terapię trafią. Wiele z nich do końca życia uczestniczy w wyścigu szczurów. Po co ten wyścig? Po poczucie akceptacji i własnej wartości.

Tragizm sytuacji polega na tym, że im bliżej mety się znajdą, tym staje się ona dla nich mniej atrakcyjna i biegną do kolejnej. Bo niezaspokojona potrzeba akceptacji w dzieciństwie, w dorosłym życiu staje się studnią bez dna. Kolejne osiągnięcia powodują jeszcze większe pragnienie jeszcze większego sukcesu.

Udowodnię Ci, że jestem od Ciebie lepszy.

Osoby narcystyczne często skazane są na samotność. Większość osób się od nich odsuwa, bo przy nich czują się jak narzędzia do zaspokajania potrzeby bycia ważnym. Narcyz sam też stroni od bliskich relacji, bo w takiej relacji prędzej czy później wyjdą na jaw jego wady. Dlatego woli się trzymać na bezpieczną odległość, bo wtedy może kontrolować wrażenie, jakie wywiera na innych. Ale bycie sztucznym, życie pod nieustanną kontrolą własnych zachowań nie może dawać szczęścia. Najczęściej jest to droga do depresji.

1 komentarz

Gracja 12 czerwca 2020 - 12:48

Żyję od 18 lat z facetem, który urodził się w domu matki i ojca alkoholików. Bohaterem domu była młodsza siostra, która zmaga się z depresją na prozaku – ma 41 lat. Mój facet zaś to człowiek typowy narcyz – niskie poczucie własnej wartości, osiągający najlepsze wyniki we wszystkim czego się tknie – jazda drogim sportowym rowerem / z miernikami tętna, prędkości itp/ najszybciej jak się da – granie na gitarze z mizernym skutkiem ponieważ każda kupiona gitara nie gra tak jak powinna, – wykonywanie pracy- oczywiście najlepiej jak tylko można- bez potknięć, a jak właśnie się zdarzyły to wyolbrzymione poczucie winy i próba wziącia na siebie winy 10 razy cięzszej – za coś co właściwie jest drobnostką. Trudne życie. Świadomienie chce go zostawić chociaż czasem mam go serdecznie dosyć- staram się mu pomóc – ale widzę, że końca nie widać. Nasz 17 letni syn twierdzi, że właściwie to tata mógłby być jego synem – bo taki jest zagubiony i dziecinny w tym swoim męstwie. Faktycznie, w wieku 45 lat odkrywa, że może sobie coś kupić, ze moze zająć się swoimi problemami, że może robić co chce. Mimo, że nie mamy ciężkiego życia i praktycznie żadnych problemów – on odkrywa coś co ma od 18 lat – po wyjściu z domu „rodzinnego”. Szok! ile czasu trzeba aby to do człowieka dotarło. Ja akceptuję w nim wiele rzeczy, nawet to, ze nigdy nie dostałam kwiatów ani prezentu – ale nie potrzebuję tego – mogę jeździć starym fiatem i jest mi dobrze- ale nie mogę zdzierżyc wyuczonego chamstwa i pogardy okazywanej innym członkom rodziny, ciągłej próby izolacji – i w końcu ciągłego zrzucania winy – mimo, że nawet nikt jej nie szukał ani nawet czasem jej nie ma- to smutne – bo problemy tworzą sie z czegoś czego nie ma…

Odpowiedz

Możesz śmiało komentować

W ramach tej witryny stosujemy pliki cookies. Akceptuję Dowiedz się więcej