Home hp-slider Odcinamy pępowinę, czyli koniec problemów z teściową

Odcinamy pępowinę, czyli koniec problemów z teściową

autor: Marta Mauer-Włodarczak
83 komentarze 1901 odwiedzin

Uniezależnienie się od matki to jeden z najważniejszych ale i najtrudniejszych kroków w życiu chłopca, aby mógł stać się mężczyzną.

Dopóki mężczyzna się nie ożeni, mama jest najważniejszą kobietą w jego życiu. To całkiem normalne. Od matki uczy się między innymi wrażliwości, delikatności, ciepła i wyrażania emocji, to ona pielęgnuje u chłopca te cechy, które stają się w późniejszym czasie fundamentem jego emocjonalności jako męża i ojca. Problem pojawia się, kiedy mężczyzna wchodząc w życie w małżeństwie, nadal stawia swoją matkę na pierwszym miejscu tworząc, tym samym „trójkąt małżeński”, który dla bardzo wielu małżeństw stał się bezpośrednią przyczyną rozpadu.

Źródła problemu z teściową

Mądra i dojrzała emocjonalnie matka powinna wiedzieć, kiedy należy synowi pozwolić odejść lub go wręcz odepchnąć dla jego własnego dobra. Niestety, wielu matkom zażyła relacja z synem rekompensuje brak relacji z małżonkiem. Uniezależnienie się syna oznacza dla nich utratę jedynej osoby, w której ulokowały swoje uczucia. Dlatego odejście syna napawa je lękiem i stanowi ogromne wyzwanie.  Zaborczość względem syna i toksyczna relacja z synową, są więc raczej oznaką ich samotności, niż wyrachowania. Należy pamiętać, że toksyczna teściowa to również kobieta i matka, której z pewnością zależy na szczęściu swojego syna, ale zdaje się zapominać o tym, że matka wychowuje dziecko dla świata, nie dla siebie. To niestety jeden z większych błędów, które popełniamy jako matki. Jest on między innymi konsekwencją burzliwej historii naszego kraju, w którym „matka polka” częstokroć zmuszona była samotnie wychowywać dzieci, nie mogąc liczyć na pomoc męża, zaangażowanego w działania wolnościowe. Z drugiej strony, mężczyzna wchodzący w związek małżeński musi sobie zdawać sprawę, że miejsce pierwszej kobiety w jego życiu zajmuje od tej chwili żona i ta świadomość jest podstawą prawidłowego funkcjonowania związku, gdyż nie matce ale żonie ślubuje wierność. W przeciwnym razie, rozdarty miedzy matką i żoną, nie będzie prawidłowo pełnił roli głowy rodziny, ponieważ nie będzie w stanie samostanowić o sobie i podejmować niezależnych decyzji.

Jak rozwiązać problem z teściową?

Przede wszystkim musimy zrozumieć, że problem z teściową nie leży na linii teściowa – synowa, ale na linii mąż – jego matka. Jako synowe, w sposób bezpośredni, możemy wpływać na zachowanie teściowej w bardzo ograniczonym stopniu. Wytaczanie dział przeciwko niej jest bezcelowe i może doprowadzić jedynie do pogłębienia konfliktu, nie tylko z teściową, ale również z mężem. Ważne jest abyśmy zrozumiały sytuację, w jakiej znalazł się mąż. Z jednej strony chce on sprostać stawianym mu przez nas oczekiwaniom, z drugiej czuje się zobowiązany i pragnie być lojalny wobec matki, która go wychowała i ofiarowała mu część swojego życia. W efekcie ma poczucie stawania wobec wyboru między żoną a matką, a przecież na obu bardzo mu zależy. Dlatego stara się unikać sytuacji, w których powinien definitywnie wypowiedzieć się za którąś ze stron. Takie zachowanie z kolei potęguje naszą frustrację i niechęć do teściowej. To ślepy zaułek. Nie chodzi przecież o wyeliminowanie teściowej z naszego życia (bez niej mogłoby być trochę nudno ;-)), tylko o re-definicję jej relacji z synem.

Zmiana relacji z teściową.

Mąż staje przed poważnym wyzwaniem – będzie musiał znaleźć odpowiedź na pytanie o własną tożsamość, o rolę jaką powinien pełnić w rodzinie i w tej roli się odnaleźć. To czy odniesie sukces, zależeć będzie przede wszystkim od tego, czy zdaje sobie sprawę z faktu, że  mąż i żona powinni być dla siebie nawzajem najważniejsi, stawiać siebie ponad rodzicami, ponad dziećmi i przyjaciółmi. Bez tego przekonania ani rusz dalej. Tu przypomina mi się pytanie, które postawił kiedyś śp. ks. P.Pawlukiewicz: „Gdyby jednocześnie zaczęły tonąć Twoja matka i Twoja żona, którą byś jako pierwszą ratował, mając świadomość, że w międzyczasie druga może utonąć?”. I choć wydaje się ono bardzo brutalne i nikomu nie życzę znalezienia się w takiej sytuacji, to warto żeby mąż spróbował na nie odpowiedzieć.  Jednak zanim zadamy to pytanie mężowi, proponuję abyśmy zastanowiły się jak zachowałybyśmy się  w odwrotnej sytuacji, kiedy w zagrożeniu znajdowałby się nasz mąż i ojciec… Każde małżeństwo potrzebuje innej przestrzeni życiowej, mniejszej lub większej intymności. Nie istnieją zatem jedyne właściwe reguły współżycia z teściami. Mąż i żona powinni wspólnie zastanowić się gdzie ustanowić granice w swoim życiu, poza które nie będą wpuszczać rodziców. Identyczne zasady powinny dotyczyć rodziców obu stron. Jeśli pojawią się wątpliwości, warto pamiętać o tym, że nikt nie ma prawa wchodzić między małżonków, bez względu na intencje jakie nim kierują. Uwaga teściowe: pośrednie bądź bezpośrednie podważanie kompetencji synowej w oczach jej męża jest surowo zakazane! ;-) Zdarzają się sytuacje kiedy relacja męża z jego matką jest bardzo toksyczna (mąż jest uwikłany w szantaże emocjonalne, czy zależności finansowe) wówczas warto udać się po pomoc do psychoterapeuty. Często obiektywna opinia niezależnej osoby pozwala ujrzeć problem z zupełnie nowej perspektywy. Problem z teściami jest jedną z częstszych przyczyn powstawania konfliktów małżeńskich i poważnych kryzysów małżeńskich. Jest to też jeden z najczęściej poruszanych aspektów w  trakcie terapii małżeńskiej. Na tym polu poległo wiele małżeństw, dlatego warto poświecić mu więcej uwagi.

Dam Ci newsletter, chcesz?

Obiecuję, że nie dostaniesz żadnego spamu!
Będę Cię tylko informowała o nowych artykułach na blogu. 

83 komentarze

Marceli 12 października 2009 - 21:34

OK, a problem matka – córka? Pępowina, to przecież tragedia. Przyznam, że z powodu własnych doświadczeń, kiedy widzę na ulicy Babcię z Wnuczkiem lub Wnuczkami, to mam ochotę strzelać z karabinu ( do Babci). Dobra, bezmyślna Babcia rozwali każdy związek
M.

Odpowiedz
Marta Mauer-Włodarczak 12 października 2009 - 22:29

Witam i dziękuję za komentarz.
Zamówienie przyjęte. Najbliższy wpis będzie na temat matki, córki i syndromu pustego gniazda a w kolejnym obsmaruję toksyczne babcie :-)
Pozdrawiam!

Odpowiedz
krzysiek 12 października 2009 - 22:42

Zaraz posypią się komentarze od babć
Oooj, będzie dym…

Odpowiedz
karolina 30 października 2009 - 15:41

Zgadzam sie z tym co jest napisanie. Proszę o podjęcie tematu kiedy mąż jest zaślepiony swoimi rodzicami, i nie wolno mówić nic złego na temat ich.

Odpowiedz
Marta Mauer-Włodarczak 10 stycznia 2010 - 22:17

‘Kiedy mąż jest zaślepiony swoimi rodzicami, i nie wolno mówić nic złego na ich temat’

Moim zdaniem clue problemu jest forma i sposób mówienia na temat teściów. Jeśli krytyka teściów odbywa się w atmosferze pretensji, mąż będzie stawał w obronie swoich rodziców i jest to naturalne zachowanie. Dzieje się tak, ponieważ prawdopodobnie mąż odbiera zarzuty względem rodziców, tak jakby te zarzuty dotyczyły jego osoby. Nie możemy bowiem brać odpowiedzialności za zachowanie swoich rodziców, jednak, kiedy ktoś ich krytykuje, czujemy się tak, jakbyśmy my sami, byli krytykowani. Dlatego w sytuacji, kiedy nie mamy na coś wpływu, a jesteśmy pod tym kątem oceniani, stajemy się drażliwi i ustawiamy się w pozycji obronnej.

Poza tym, kiedy czyjeś zachowanie (w omawianej sytuacji zachowanie teściów) nas irytuje, mamy tendencję do generalizowania problemu, czyli używania zwrotów typu: ‘oni zawsze’, ‘oni nigdy’. Jest to najgorsza rzecz jaką możemy zrobić, ponieważ w tego typu stwierdzeniach, zwykle kryje się przekłamanie, które zamyka drogę do otwartej i szczerej komunikacji, stając się przysłowiowym gwoździem do trumny. Ze względu na powyższe, w rozmowach na delikatny temat “teściowie” lepiej koncentrować się na faktach, czyli omawiać konkretne zachowanie, które miało miejsce w konkretnej chwili. Wówczas zachodzi mniejsze niebezpieczeństwo bycia posądzonym o obmawianie, czy złorzeczenie.

Oceniając czyjeś zachowanie, warto też zastanowić się nad celem, jaki chcemy przez to osiągnąć. Dobrze jest, kiedy tym celem jest uzyskanie konkretnej zmiany, w innym wypadku, na próżno tracimy nerwy. Można mówić o tym, co nas boli, co nam przeszkadza, ale pod warunkiem, że odbywa się to w atmosferze konstruktywnej krytyki, której, co ważne, towarzyszą propozycje rozwiązania problemu. Należy przy tym pamiętać, że na zachowanie teściów mamy niewielki wpływ i nie możemy spodziewać się diametralnej zmiany w ich postawie. Natomiast możemy, a nawet powinniśmy, ustalić zasady funkcjonowania w naszym małżeństwie oraz granice, poza które nie wpuszczamy rodziców jednej ani drugiej strony. I tutaj mamy spore pole do pracy, gdyż wyłącznie poprzez zmianę swojego zachowania, możemy wpłynąć na zmianę zachowania otoczenia (szerzej na ten temat w art. pt. Odcinamy pępowinę). W ten sposób, jeśli konsekwentnie będziemy egzekwować przestrzegania wytyczonych przez nas granic, teściowie, prędzej, czy później będą zmuszeni ogłosić rozejm i uszanować nasze zasady. Dlatego zawsze podkreślam, że najważniejsza jest jedność i solidarność małżonków. Jeśli małżeństwo jest jak skała, nikt nie będzie się na skałę porywał bo stępi zęby ;-)

Pozdrawiam!

Odpowiedz
bogdan 10 stycznia 2010 - 22:20

Problem opisany ale u mnie jest odwrotnie. Jako mężczyzna umiem okreslić granice itp. Dlaczego tak mało problemów jest opisanych gdy chodzi o kobiety żony słuchające swoich matek.

Odpowiedz
Marta Mauer-Włodarczak 10 stycznia 2010 - 22:26

Witam!

Porusza Pan bardzo ważną kwestię. Temat niedojrzałej relacji między matką i jej dorosłą córką oraz problem tzw. toksycznej babci są jak najbardziej warte omówienia. Brak wpisów na ten temat spowodowany jest tylko i wyłącznie brakiem czasu z mojej strony, nad czym bardzo ubolewam. Mogę natomiast obiecać, że najbliższe wpisy będą dotyczyły wyżej wymienionych tematów.

Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz
agixxx 3 lutego 2010 - 14:30

Lepiej prosze napisac o relacji corka-mama w przyoadku kiedy corusia melduje sie codziennie przez telefon mamie i to czasem kilka razy. :) To jest dopiero pempowina … czy raczej rurociag Jamalski ;P

Odpowiedz
Paulina 17 lutego 2010 - 10:58

Witam

Przygotowuje program dotyczący synowych, których życie z teściową przeradza się w horror, a całej tej sytuacji szukają jakiegoś „Sposobu na teściową”.

Interesuje mnie przede wszystkim sposób w jaki teściowa może dokuczyć, a przede wszystkim czy udało się powiedzieć Ci dość, oraz po czyjej stronie stanął Twój partner/ka? Może zdarzyło się, że masz jakiś „złoty środek” na teściową i udało się zmienić jej nastawienie do Ciebie?

Jeśli znasz taką historię, lub ktoś w Twoim otoczeniu boryka się ze złą teściową i możesz mi pomóc w skontaktowaniu się z taką osobą, proszę o kontakt na adres e-mail – pax2125@gmail.com

Rozmowa do niczego nie zobowiązuje.

Odpowiedz
RENATA 31 marca 2010 - 13:03

WŁAŚNIE NIE BYLIŚMY JAK SKAŁA , TEŚCIOWA ZROBIŁA WSZYSTKO ŻEBY NAS ROZDZIELIĆ.
PRZED ROZSTANIEM JEJ DZIAŁANIA PRZYBRAŁY NA SILE , NP.DZWONIŁA ŻE BYŁO U NIE POGOTOWIE , ALBO ŻE ZŁODZIEJE SIEDZĄ JUŻ NA OGRODZENIU.
A MIESZKA 40 KM OD NAS.
JA SIĘ UODPORNIŁAM , ALE MÓJ FACET NIE I PĘDZIŁ TAM.
MÓWILAM MU TO TYLKO PRETEKST ŻEBYŚ TAM POJECHAŁ. ALE NIE SŁUCHAŁ.
PYTALIŚMY SĄSIADÓW MÓWILI ŻE NIE BYŁO ŻADNEGO POGOTOWIA.
ON OCZYWIŚCIE NIC MAMUSI NIE POWIEDZIAŁ , ŻEBY JEJ NIE URAZIĆ.

TO JAKIŚ OBŁĘD , W KOŃCU PĘKŁO , NIE MA SZANS NA PONOWNE BYCIE RAZEM
CHOĆ POCZUCIE STRATY JEST STRASZNE.

Odpowiedz
Jolanta 17 czerwca 2010 - 08:10

Noja czy tesciwoa , jako matka mezczyzny czy kobiety , oboje powinni wiedziec ze jest napisane : oto menzczyzna opusci ojca i matkie i satnom sie jednym cialem , juz niesom wtedy jedno ale w dwoje : duzo ludzi obojentnie ktora strona matki , zapomina otym i wyazndza dzieciom doroslym krzywde , az niekiedy do rospadu malzenstwa , wtedy na koniec som slawne slowa , ja tylko dobrze do Ciebie chcilam gdy , nowoa rodzina , bo i mylse w nuki nadtym cierpiom , wienc moja rada , malzonkowie trzymajcie z sobom obietnicy ktorom zescie sobie dali w dzien slubu waszego i niesluchajcie nikogo tak zwanych mondrych doracow , bo co bog zlonczyl neic czlowiek nierzdziela szanujcie swojom milosc i pielengnujcie jom jak kwiat . Bo milosc jest najwazneijsza z wiazku malzenskim a potem przyjazn malzonkow i wejscie sobie na przeciw. Wienc w takim moim tekscie co napislam to tesciwoa niema nic do szukania , pozdrawiam czytaczy :)

Odpowiedz
Jolanta 17 czerwca 2010 - 08:13

Niech malzonkowie bendom przy sobie a nie z tesciwoymi .

Odpowiedz
Gosia;( 28 sierpnia 2010 - 08:13

Ja mam taki problem z moim chłopakiem jesteśmy rok razem i nie podobają mi się relacje między nim a matką Jego matke zostawił mąż poszedł do innej a mój partner przejał jego obowiązki co dla mnie jest bynajmniej chore.Opłaca jej całe mieszkanie daje na jedzenie a ona hmmm…to co zarobi (pracuje na pół etatu i ma emeryture) ma do siebie.. a mój facet nie widzi ,że ona go wykorzystuje ona mu biadoli ,że sobie nie da rady a on oczywiście jej pomaga nie zdajac sobie sprawy z tego ,że mataka nadużywa jego dobroci.

Początkowo mój partner chciał,zebym zamieszkała u nich ze względu na moją trudna sytuację w domu ja sie nie zgodziłam powiedziałam ,że albo razem(on i ja) albo wcale.W tej chwili jesteśmy na etapie szukania kawalerki tyle mi się udało wskurac. Ale denerwuje mnie to ,że matce wszystko opłacał a jak zamieszkamy raz to po połowie may płacić a on matce też chce dawać pieniadze -nie uważacie ,ze to chore????To ja powinnam być ta najważniejszą a nie mamusia jego.

I te teksty mamusi np.miałam sie z moim wybrac nad wode szykowaliśmy wspólnie kanapki i nagle jego mama wypaliła :”ciekawe czy o mnie będziesz tak dbała jak będe miała 80 lat” albo jak powiedział do mnie aniołku to mamusia „ciekawe kiedy do mnie będziesz tak mówił ” Proszę o porade co mam robić w takiej sytuacji bo ja czuję ,że jestem na przegranej pozycji.Z góry dziekuję za odpowiedzi.Pozdrawiam.

Odpowiedz
Gosia;( 28 sierpnia 2010 - 08:55

Dodam jeszcze ,że mój chłopak ma 32 lata i póki co nadal mieszka z mamą.

Odpowiedz
Dorota 25 października 2010 - 08:37

Ciekawy i treściwy artykuł ,wiele ważnych spostrzeżeń.
Jednak mam jedno ale, i tu puka w szybkę moja definicja moralności, albo też moja postawa wobec skrajnych rozwiązań.. Nie wiem w jakim kontekście zdanie o ratowaniu matki bądź żony umieścił ks. Pawlukiewicz (którego duchowość tak czy inaczej uważam za bardzo błyskotliwą) jednak w kontekście ratowania życia, mój rachunek (sumienia) jest prosty… ratuję je temu, od kogo je dostałam. Niezależnie czy ma lat 40 czy 75. Mężowi mogę być wierna, nawet gdybym miała sprzeciwić się rodzicom, nawet znacznie się sprzeciwić… ale jeśli mówimy o tak jakby – długu życia, to moja odpowiedź jest prosta. Nie chcę wnikać, czy to może błąd rodzicielski, czy raczej sukces z ich strony, może błąd bo dojrzały rodzic pozwoliłby swojemu dziecku uratować współmałżonka, a tym samym swoją przyszłość, ale w tym momencie jestem na etapie bezwzględnej chyba jednak miłości do rodziców.

Odpowiedz
Dorota 25 października 2010 - 08:40

A to chyba jeszcze jeden sukces Autorki, bo teraz wezmę pod lupę swoją odpowiedź. Zastanowiło mnie, żeby nie mówić zaniepokoiło zdanie o długu życia.
Jeszcze raz podziwiam, pozdrawiam oraz dziękuję za podjęcie tematu..

Odpowiedz
Marta Mauer-Włodarczak 5 listopada 2010 - 10:57

Dziękuję za miłe słowa :-)

Pozdrawiam!

Odpowiedz
Martyna 1 lutego 2011 - 22:46

Czytam i czytam i widzę,że nie jestem sama.Moja teściowa to s…ka!!!zmusiła mojego męża,żebyśmy budowali razem z nimi(z rodzicami męża dom) ok,pomyślałam,spróbujemy.Ale za nim kupiono działkę już się budowa odwidziała,bo ja się nie zgodziłam na wspólne wejście. Przepraszam za wyrażenie,ale nienawidzę mojej teściowej.Robi pranie mózgu mojemu mężowi,on nie da sobie przetłumaczyć,że ona wchodzi z buciorami w nasze życie,a tym samym jest coraz gorzej między nami.Zastanawiam się nawet nad rozwodem,jedno mnie przed nim powstrzymuje…nasza córeczka.Nie wiem co mam zrobić,żeby się wreszcie od nas odczepiła.A może cyjanku jej podam,co???albo potrącę samochodem na amen.Wiem,że przesadzam,ale nie mam już siły walczyć o moje małżeństwo!!!

Odpowiedz
Aga 17 marca 2011 - 13:30

Wiecie co, jak słysze słowo teściowa to żygać mi się chce! To pasożyty które robią zamęt zawsze tylko mieszają w czyiś garach. Moja mnie doprowadziła dotakiego stopnia że wpadłam wdepresje. Ja moge wam powiedzieć tak szczeże że teściowa to największy wróg synowej i mówcie sobie co chcecie ale tak jest. Nie łucie się że one was kochają to tylko pozory one tylko czekają na rozpad małżeństwa.

Odpowiedz
Aga 17 marca 2011 - 13:36

Martyna, powinnaś postawić swojemu mężowi warunek i koniec! i naczej będziesz się męczyć. Musisz pokazac swojej teściowej gdzie jest jej miejsce, jeżeli twój mąż nie zrozumie to znaczy że nie dorósł do małżeństwa po co masz się męczyć? Wypalisz się a ona napaja się twoim nieszczęściem one to takie żmiję są celowo to robią. Ja już nie walcze bo szkoda mojej energi niech sobie idzie do mamusi cycka pociągać!

Odpowiedz
marta 1 kwietnia 2011 - 07:46

Ja też miałam przebije z teściową. Były to pojedyncze na szczęście epizody, ale zostawiły trwałą niechęć do tej kobiety. Już na początku związku z P czułam, że nie będzie łatwo z jego matką. Testowała mnie na różne sposoby. Dla niej byłam dziewczyną z miasta (rodzina P mieszka na wsi), która z samej definicji pewnie nic nie umie, więc jeśli tylko była okazja zaganiała mnie do gotowania obiadu, pieczenia ciasta, a nieraz kazała mi i P robić coś w ogródku czy na polu (wykopki). Wszystko byłoby ok, gdyby nie poczucie, że zwyczajnie mnie sprawdza. Były też sytuacje, że chciałam by P został u mnie na noc, ale jego matka nie godziła się na to i kazała mu wracać do domu (zaznaczam, że mieliśmy po 21l, a nasz związek trwał już od 2l)…Potem, gdy razem z P zamieszkaliśmy razem w innym mieście, musieliśmy przed nią udawać, że nie mieszkamy razem bo P bał się jej o tym powiedzieć. Gdy w końcu po kilku latach wzięliśmy ślub i mogliśmy otwarcie przyznać, że mieszkamy razem, przyjechała nas odwiedzić. Awantury jaką urządził P o nieposkładane spodnie nie zapomnę chyba do końca życia. Była zdolna do tego, żeby go popchnąć z całej siły i tak się nieszczęśliwie złożyło, że potknął się i wylądował na ziemi. Nawet teściowi zrobiło się głupio. Oczywiście P obrócił wszystko w żart, tak jak to zwykle robił, żeby nie urazić matki. Oczywiście wcześniej mieliśmy wiele rożnych sprzeczek na temat jego matki, ale po tym zdarzeniu rozpętała się straszna kłótnia między nami. Czułam, że stracę do niego szacunek jesli nadal będzie jej pozwalał na takie zachowania. Postawiłam mu ultimatum – albo nigdy więcej nie pozwoli, żeby dochodziło do podobnych sytuacji kiedy ta kobieta pozwala sobie na zbyt wiele, albo ja rozpętam z nią wojnę ( do tej pory byłam cholernie wyrozumiała i grzeczna w stosunku do niej). P strasznie na mnie zależy więc od tamtej pory wiele się zmieniło na lepsze. Można powiedzieć, że doszedł do porozumienia z matką, a ja na tym nie cierpię. Można powiedzieć, że nam się udało;)

Odpowiedz
Aga 1 kwietnia 2011 - 12:21

Tesciowa to nie rodzina! Najgorsze jest to ze moj maz sie boi swojej matce powiedziec co mysli. Byla u mnie dwa tygodnie temu pierwszy raz w naszym nowym domu, niby chciala porozmawiac. Kiedy ona sie wygadala to nie pozwolila mi nic powiedziec twierdzac ze ja jestem zle wychowana bo jej powiedzialam prawde. Malo tego powiedziala do mojego meza ze zla zone sobie wybral a on stal jak palant i nic nie powiedzial!! Ona wychodzac z domu obrazona chociaz nikt jej nie obrazil powiedziala domnie ze zyczy mi smierci, ja sie wscieklam na mojego meza i spakowalam swoja walizke i chcialam odejsc bo mam juz dosyc. Ta kobieta jest tak podla i wscipska ze horror!! Pretensje i zal mam do mojego meza ze nic jej nie powiedzial w ku…a!! mnie to ze on zawsze udaje ze nie slyszal jak jego matka mnie obraza. Malo tego mial domnie pretensje ze nie mam zadnego respektu do jego matki. On nie rozumie ze ona chce zniszzcyc nasze malzenstwo. Przez takie relacje ja sie zniechecam do swojego meza i nie mam ochoty na walke poprostu odejde bo tego wybaczyc sie juz nie da!!

Odpowiedz
Aga 1 kwietnia 2011 - 12:26

Marta, to chore ze twoj maz w doroslym wieku bal sie matce powiedziec prawde. Ja bym tak nie mogla, facet to musi wiedziec kto jest na pierwszym miejscu i z zona zyje a nie z matka. Moja tescowa juz domnie nie przyjdzie ja jej nie pozwole przekroczyc progu mojego domu!!

Odpowiedz
Monika 11 kwietnia 2011 - 23:05

Witam. Ja tez wiele razy bylam ponizana przez tesciowa w obecnosci meza ( ze suka jestem ze mi zolte papiery zalatwi ze mi dziecko zabierze a wszystko przez to ze jak synek mial 2 miechy to pojechalam z nim do rodzicow a to byl sierpien czyli cieplutko fajnie) – a on nic! Najgorsze jest to ze nie ma sie oparcia w tej ukochanej osobie. Chcialabym uciec z tego domu warjatow (mieszkam z tesciami tyle ze oni na dole a my na gorze). Tesciowa sie ciagle wtraca z wychowanie naszego synka (9 miesiecy). Jak chce jechac do rodzicow to sa wielkie pretensje (a jezdzimy tak ok raz na 2miesiace mimo ze mamy tylko 15km) dla nich byloby najlepiej gdybym calkiem kontakty zerwala. A maz? Jedzie rano do pracy wraca o 19-tej, obiad zje i co? Do mamusi leci! A ja cale 9 miesiecy w domu siedze moze z 6 razy bylam gdzies sama sprawy urzedowe pozalatwiac. A tak to tylko 4 sciany i pieluchy gotowanie sprzatanie itp. Nikt mnie nie chce odwiedzac przez ta jedze. Powiedziala ze tu goscie moga tylko w weekendy przychodzic bo ona sobie niezyczy zeby ktos jej po podworku chodzil (na wsi mieszkamy) ze mam sie zmienic i byc taka jak oni bo ich nazwisko przyjelam a jak nie to zrobi tak ze maz mnie zostawi i to centralnie przy nim mowila a on NIC nawet slowa!

Odpowiedz
Alicja 10 czerwca 2011 - 13:03

Witam,
Mam bardzo podobną sytuację do Moniki.
Mieszkamy z teściami w jednym domu.
My mamy górę a teściowie mieszkają na dole.
Mąż prawie nie jest w domu pracuje w innym miescie w domu bywa srednio raz w m-cu na kilka dni.
Od dawna mu proponowałam, żebysmy sie przeprowadzili do miasta, w którym pracuje ale sie nie zgadza bo przecież Mamy nie może zostawic samej w duzym domu (teść zmarł 2 lata temu)a ja czuje się jak tania opiekunka a dodam, że tesciowa jest osoba w pełni sił fizycznych ale lubi bardzo rozczulac sie nad sobą i tylko nasłuchuje gdzie ja zaboli i robi z siebie cierpiennice a ja kosze trawę,całą zimę pale w piecu, zajmuje sie ogrodem,chodze do pracy i zajmuje sie naszym dzieckiem.Niestety w tym jest to najgorsze, że nie mam oparcia w mężu, w sytuacji konfliktowej opowiada sie po stronie swojej matki.
Na poczatku starał sie byc neutrealny ale z czasem kiedy tesciowa robiła wszystko co mozna żeby męża zniechęcic do mnie zaczął opowiadać sie po jej stronie kiedyś w sytuacji kiedy ewidentnie ja miałam rację zdobył się żeby powiedzieć mamie, że ja mam rację wówczas tesciowa zagrała jak prawdziwa aktorka scenę histerii, ze sie zabije po co ona ma zyć, że nie jest nikomu potrzebna był to na tyle skuteczna manipulacja z jej strony, że mąż już nigdy nie odważył się stwierdzić , że ona nie ma racji.
Do tego ta ciągła jej krytyka, że za czesto widuje sie z moja mamą, że za często chodze na zakupy, oczywiście żle wychowuje dziecko- jak synek był malutki to wiecznie kontrolowała przed wyjściem na spacer czy jest dobrze ubrany wg. tesciowej zawsze za cienko.Twierdziła, że to ja przyszłam do ich domu i to ja mam sie dostosować do zasad w nim panujacych.Jak gdzieś wychodziłam to zawsze musiałam sie tłumaczyć do kąd idę czy jadę i kiedy wrócę a kiedys powiedziała mi, że powinnam jej tez zaproponować czasem wyjazd ze sobą, kiedy ma tyle rodziny wokół miejsca zamieszkania a jakies 15 km dalej swoją córkę. Tego było juz naprawdę za wiele, jeszcze mam jej czas organizować i umilac weekendy wyjazdami.
A mąż codziennie dzwoni do mamusi, która na bieżąco zdaje mu relację z „nieodpowiedniego zachowania żony” podczas nieobecności męża w domu ta chora sytuacja trwa już zbyt długo jestem tym wszystkim tak bardzo zmeczona i juz naprawdę nie daje rady.

Odpowiedz
Słoneczko 19 lipca 2011 - 16:54

Ja też mam problem z teściową:) Na szczęście ulega „naturalnemu obumarciu”, bowiem wyprowadzilismy się zdala od rodziców męża, a i mój mąż jest na tyle mądrym człowiekiem, że potrafi realnie oceniać sytuację i zachowanie swojej matki, nadal ją kochając. Ale to że się kocha i szanuje nie znaczy że trzeba tolerować złe zachowanie. Tesciowa zatruwa nam życie poradycznie. Czasem się z tego śmieję ( bo niejednokrotnie dochodzi do sytuacji komicznych przy jej próbach dokopania mi ), czasem mnie to rani.
Jedno wiem na pewno, „dzieki niej” poczułam co to znaczy kogos nienawidzieć i równoczesnie żałować. Taką teściową i matką może być tylko taka kobieta jak nona: bez własnych pasji, bez pracy ( poza kilkoma laty był tzw. kura domową ), żyjąca „dla innych” iżądająca wdzięczności, roszczeniowa. Ona urodziła synów po to by jej służyli, a ich żony mają być „jej córeczkami” najlepiej żeby siedziały z nią i narzekały na złych chłopów.

Odpowiedz
Słoneczko 19 lipca 2011 - 17:00

Żeby troche wprowadzić żartu w ten toksyczny temat:)
Np. mój mąż dostał od mamy na urodziny bodajże książkę o egzorcystach… ( ze mnie trza diabła wypędzić ), razem otrzymaliśmy od niej książkę napisaną przej jakiegoś pożal-się-boże księdza pt”szczęśliwa rodzina i małżeństwo czy coś w tym stylu, z której dowiedziałam się np. że jestem bardziej przygotowana do sprzątania niż mężczyzna, gdyż ma lepiej wykształcony zmysł spostrzegawczości

Odpowiedz
Słoneczko 19 lipca 2011 - 17:02

Albo taka scena, uroczystość rodzinna, a matka męża na nasz widok ( oboje odstrzeleni ) – Synu! Jak Ty pięknie wyglądasz! wywolując konsternację i wybuch smiechu u wszystkich obecnych:))
Generalnie jestem bardzo kochana i akceptowana przez teściową. Problem w tym, ze ona nie może zrozumieć, iż swoim zachowaniem nie robi krzywdy mnie, tylko swojemu synowi. I w tym cały paradoks.

Odpowiedz
Włodek 16 sierpnia 2011 - 10:53

Ja tez mam taka matkę….

Odpowiedz
andrzej 17 sierpnia 2011 - 16:47

Witam

Ja zwiazałem się z ponad 30 letnią kobietą jedynaczką. Jej mama od samego początku krytykowała ten związek i z anielską wręcz cierpliwością przy każdej okazji mnie krytykowała. Czerowona lampka powinna mi sie zaświecić w chwili kiedy odbierając córkę mojej żony z poprzedniego związku dziecko płakało bo było śpiące i nie chciało ze mną jechać. Czujna babcia natychmiast zadzwoniła do mojej żony z informacją że dziecko płakało gdy je odbierałem i żeby się zastanowiła, czy ja jej przypadkiem nie biję… I tak kroczek po kroczku prztyczek po prztyczku i doprowadziła do rozpadu naszego naprawdę udanego na początku związku. Oczywiście moja żona została poinformowana, że dobrze zrobiła i że na pewno lepiej jej bedzie samej…

Odpowiedz
Dorota 18 sierpnia 2011 - 08:21

Andrzej – współczuję Ci, bo jeśli związek rozpada się przez ingerencję osób trzecich to to naprawdę przykre.
Sytuacja Twojej zony wydaje mi się jednak dramatyczna – jest kompletnie zmanipulowana przez matkę, do tego stopnia że mając 30 (pewnie już ponad) lat, owa matka ma prawo w pewien sposób „odbić jej” (a na pewno odebrać) kogoś kogo kocha. Znów zostaje tylko ona i matka. I dziecko, które – nazwywajmy to po imieniu – mając tylu ojców na pewno sobie tego w głowie nie poukłada.
To bardzo trudne, ale ktoś musi dojrzeć pierwszy. I nie będą to nasi rodzice / teściowie..
Mam nadzieję ze utrzymujesz kontakt z (byłą?) żoną…
Ja też mam w rodzinie wielu „konspiratorów” i manipulantów, którzy zasłaniając się moim rzekomym dobrem, odebrali mi to co dla mnie było/ jest najcenniejsze.
Myślę że dla Twojej żony, związek z tobą też taki był…
Swoją drogą tkwienie w układzie w którym jedna strona tak jakby nie ma swojego zdania, i jest podporządkowana jeszcze komuś (mimo bliskiej relacji z tobą) to nic przyjemnego, nie zawsze gra warta świeczki…

Odpowiedz
Gosia 2 listopada 2011 - 22:31

W moim przypadku są to lekkie symptomy tego, że matka wisi na uczuciu do swojego syna, że często się nim żywi. Teściowa to emerytka, kobieta średnio szczęśliwa i spełniona w swoim związku z dość prostym chłopem, który jej do końca nie rozumie; niegłupia, choć jest fanką pustych seriali i czytelniczką książek częściowo serialopodobnych. Ogólnie ją lubię, ale sporo straciła w moich oczach na tej swojej matko-dziecięcej relacji z moim mężem. Taki przykład: mój mąż uwielbia być dotykany po głowie, lubi, gdy się go głaszcze i pieści, często bez konieczności seksu (na który też nie narzekamy). Często gdy jesteśmy z wizytą u teściów, mąż siedzi przy niej lub miedzy mną i teściową, i jak tylko zaczynam go dotykać leciutko po głowie na przykład, ona robi to samo albo sama to inicjuje. Zastanawiam się wtedy nad moim mężem, nie podoba mi się to, ze lubi to. A teściowa jest chyba zazdrosna, że zabrałam jej syna. Albo takie coś: na początku związku szliśmy we trójkę: mój mąż (wówczas chłopak) w środku, a my po obu stronach. Nagle patrzę, a oni trzymają się za ręce! Mnie natomiast mąż za rękę nie złapał. Wstrząsnęło mną to dość mocno. „Podkradła” też moje określenia na męża w chwilach czułości małżeńskiej, takie tam ‘misiaczki’ itp. Długo milczałam na te objawy uczuć między nimi, czasem lekko tylko dając do zrozumienia, że to nie jest w porządku. Ale od jakiegoś czasu reaguję po takich „występach” bardziej zdecydowanie, inicjując rozmowy. Oczywiście rozmawiam z mężem na osobności i nie poruszam tego tematu z jego matką, żeby nie generować konfliktów. Niestety mąż najczęściej podchodzi do tego problemu z lekceważeniem i twierdzi, że sama byłam niedopieszczona przez rodziców (ojciec mnie bił, to prawda; dotyku za wiele dobrego w swojej rodzinie to nie zaznałam) i w związku z tym nie umiem odpowiednio ocenić tego, co robi jego matka. Ta bliskość fizyczna mnie jednak obrzydza. Uważam, że teściowa jest wygłodniała kontaktu z dorosłym już dzieckiem, z którego odejściem w świat nie do końca się pogodziła, i że w związku z tym łamie granice naszej intymności. Teściowa ma też do nas żal, nie pretensje, ale dyskretny żal właśnie, gdy jedziemy dokądś na wycieczki razem, bez niej. Z rozmarzeniem napomyka, żebyśmy ją kiedyś wzięli, nie pamiętając, że na krótkie wyjazdy ją czasem zapraszamy. Ale nie mamy zamiaru przecież z nią jeździć zawsze i wszędzie. Mąż dzwoni często do matki i opowiada o różniastych sprawach. Ojciec jakby dla niego nie istniał. Co jest w tym wszystkim śmieszne, teściowa często w mini konfliktach, jakie potrafią się między mną a mężem zrodzić np. przy świętach, zawsze staje po mojej stronie, liczy się też z moim zdaniem i często ze mną rozmawia.

Odpowiedz
Maria 4 listopada 2011 - 13:17

To ciekawe. Jest też coś takiego, jak emocjonalne kazirodztwo, ze matka nie do końca oddziela fakt że ktoś jest jej synem, i mężczyzną… Nie mówiąc o tym ze pełni dwie role (męża i syna) niezależnie od siebie.. tak być powinno.
A ta chęć jeżdżenia na wycieczki, gdy nie do końca to wynika z kontekstu (niby czemu teściowa, mama, miałaby razem z małżeństwem, tj. z żona jej syna i synem jechać? To mi się z kolei wydaje dziecinne, ona może stawiać się w roli dziecka, które chce żeby zaspokajać jego potrzeby. Nie matki…
Też nie mam takiej prostej sytuacji, brzydzi mnie wiele form „rodzinnego” kontaktu. Zwł. takiego w którym zaburzone sa granice.

Odpowiedz
Aga 11 listopada 2011 - 16:28

Gosia, przeciez to bez sensu jest ten twoj maz to strasznie dziecinny jest, normalny chlop to by powiedzial ” mamo daj mi spokoj ja nie dziecko ze mnie glaszczesz” chodzi o to ze Twojejmu mezowi niestety to odpowiada to matkowanie, to on nie moze swojej pepowiny od matki odciac bo jest emocjonalnie nie dojzaly do malzenstwa!! Dziewczyny co sie porobilo z tymi facetami? Albo bedzie kochal zone albo niech zostanie z matka i znia mieszka!! Wiem jedno z takimi synkami trudno sie zyje bo napierwszym miejscu sa matki do usranej smierci, chociaz mowia ze my jestesmy kobietami ich zycia ale to klamstwo oni samini siebie oszukuja, sa niedojzali dozycia malzenskiego!

Odpowiedz
Marysia 12 listopada 2011 - 00:27

Czytam wasze komentarze gdyż szukam pomocy.
Moja teściowa od początku dała mi do zrozumienia iż ja dla mojego męża zawsze będę ta druga, juz na samym początku wielokrotnie na mnie krzyczała o rzeczy o które nigby bym nie podejrzewała że ktoś może się obrażać np: zginęły jej sztuczne kwiaty wiec na pewno je wyrzuciłam (rok późniek je znalazła), pretensje że świeta chce spędzić z rodzicami i z nią miałam wybrać świeta tylko z jej udziałem itd. od 8 lat od kiedy jesteśmy małżeństwem nie nawidzę świąt które zawsze uwielbiałam.
Pochodze z rodziny bardzo wyrozumiałej, zawsze uczono mnie ustępować ze wzgl. na szacunek , nawet gdy skarzyłam sie rodzicom na krzywdę jaką wyrzadza mi teściowa zawsze mama kazała mi odczekać że się ułoży i nic.
Teściowa decyduje co powinnam kupic jak wychowywać syna kogo zapraszać do własnego domu z kim się przyjaźnić uzgadniać z nia przyjazd moich rodziców.
Ostatnio przyjechała do mnie 4 letnia córeczka mojego brata którego tesciowa nienawidzi i zabroniła mi aby ta dziewczynka spała ze mna i meżem, zabroniła mi aby polozyć ja w pokoju synka poprostu wskazała mi gdzie mam spać.
Mąż kiedy się żalę powtaża że przesadzam że ona juz taka jest i nic jej nie zmieni. Nie pamiętam aby kiedykolwiek przytulił mnie w jej obecności.
Jestem już zmeczona tą sytuacją, kocham mojego męża ale zaczyna mi brakowąć sił, wyszłam za męża i teściową.
Kobieta nam bardzo pomaga z synkiem ale czasami zastanawiam się jak bardzo go ukierunkowuje boję się że będzie tak samo apodyktyczny i krytyczny jak ona.
Czasami nie wierzę że mój synek mógł wymyślić niektóre opinie na temat spraw których nie rozumie a tak często są b. podobne do mojej teściowej.
Pisze to wszystko bo nie mam komu tego opowiedzieć bo nikt do nas nie chce przyjeżźdzać bo zawsze jest u nas moja teściowa która mieszka 12 km od nas.
Głupio to zabrzmi ale sama wychowywała syna, więc książkowy model teściowej jedynaka.
Zmeczona już jestem uszczęsliwianiem jej swoim kosztem i lekceważeniem sytuacji przez męża. jak pomyśle że będzie jeszcze b. toksycznie bo kiedyś zamieszka z nami to nie wiem jak dam radę, kocham mojego męża ale mam do niego wielki żal za obojetność i brak reakcji wręcz mama wrażenie że wielokrotnie zgadza się z nią i odpowiada mu taka sytuacja bo go wiekszość dnia nie ma w domu a ja mam ją zabawiać. Dól nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam.

Odpowiedz
ALGA 13 listopada 2011 - 23:52

Nie uważam,że wszystkie teściowe są złe.Prawda jest taka,że obie strony są winne.Matka w pewnym momencie powinna się zacząć wycofywać z kierowania synem(córką),aa on(ona) powinny zacząć przejmować kontrolę nad własnym życiem i ponosić pełne konsekwencje swoich czynnów.W moim przypadku problemem jest nie dokońca „teściowa” ale również jej córka-a siostra mojego „męża”.Mój przypadek.13 lat temu poznaliśmy się z moim parterem.Nazywam go mężem bo tak go traktuję.Nie wzieliśmy ślubu, bo uważałam że zawcześnie na taką decyzję(spotykaliśmy się bardzo krótko).Ja młodziutka z dzieckiem(głupota nastolatki)-on dojrzały mężczyzna starszy ode mnie o 16 lat.Powiedział mi,że nigdy nie miał dziewczyny(prawiczek-czy to prawda?????),mieszka z rodzicami i siostrą(jedną z dwóch)i jej córką(nigdy nie była mężatką,córka z obcokrajowcem,rozstali się rok po jej narodzinach.)Jego siostra starsza od niego o 5 lat, a mąż dziś ma 48 lat.Już wtedy zaczęły mi się właczać lampki alarmowe,ale je bagatelizowałam.Mąż z siostrą byli współwłaścicielami działki(gospodarstwa rolnego ok.2h ze starym drewnianym domem do gruntownego remontu).Oni wszyscy mieszkali w mieście,w bloku o 45 minut jazdy od tej działki.Mieszkanie 2 pokoje,kuchnia,łazienka.Ja mieszkałam o 30 minut od jego działki.Mieszkanie 3 pokoje,kuchnia,łazienka a w nim ja z synem+moi rodzice.Mój mąż nie chciał mieszkać u mnie ,nie chciał wynajmować(nie będzie obcym dorabiać skoro ma dom-woli go wyremontować).Warunki fatalne no ale przekonał mnie.Wkońcu nie ważne jak mieszkamy,najważniejsze że razem.No i się zaczęło.Chorobliwa zazdrość-może się wyleczy.Ciąża-będzie dobrze,radość obojga.Narodziny córci- on ma wątpliwości czy jego!!!!!Postanowiłam odejść.Jego płacz ,przeprosiny itp.Uwierzyłam-zostałam.Boże cóż za głupota!!!Chwilowo sielanka.Druga ciąża.Syn.Problemy zdrowotne dzieci.Syn w szpitalu,zapalenie płuc,a potem złe wyniki.Próba wątrobowa-podejrzenie zatrucia.I usłyszałam od męża-próbowałaś otruć syna.Koszmar.Szybko się okazało ,że to spręzyna jego siostry!!!Jakiśczas spokój.On bezrobotny od narodzin syna,ja zarabiam na rodzinę i pomoc finansowa mojej mamy(też jej się nie przelewało).Wykończona psychicznie słyszę-nowotwór jajnika-szok.Operacja.Problem z wybudzeniem.Ponoć przerażony warował pod drzwiami sali całą noc.Powrót do domu.Jego tata chory w szpitalu.Zostawił mnie samą z małymi dziećmi na ponad 2 tygodnie-niańczył tatusia-a ja z pociętym brzuchem!!!I mogła bym tak wymieniać aż napisała bym książkę ale pominę resztę i przejdę do ostatnich wydarzeń.Przez te 13 lat wyremontowałam prawie że sama połowę domu.Popadłam w długi -moje długi nie jego.Dzieci obecnie 3 i 5 klasa.Czerwiec-mój tata miał zawał.Opiekował się swoją matką(moją babcią).leżące warzywko.Ja musiałam się zająć babcią.Mój mąż podją pracę parę miesięcy wcześniej.Nie był wstanie szykować dzieci do szkoły(a wychodzili o jednej godzinie z domu).Dzieci nie chodziły do szkoły,bo zabrałam je ze sobą.On pracuje-ja od stycznia nie pracuje(1 raz na bezrobociu od 18 roku życia).Staram się wykończyć zaczęty remont.Zaczęłam się orientować,że mój mąż chyba przepisał działkę na siostrę.Przestaję remontować .Nic mi nie mówi.Ach,zapomniałam dodać ,że nawet nie jestem zameldowana.Czekam-przeczuwając najgorsze.Dojżewam do rozstania.Jego tata wylądował w szpitalu-wylew.Dostał zapalenia płuc.Dostał leki które nie działają.Otwarte okno w nocy,skok temperatury.Mąż prosi mnie o pomoc.To jest tylko dziadek moich dzieci ale jadę do szpitala -załatwione.Wszystko trwa ponad 3 tygodnie.byłam w szpitalu jeszcze ze 3 razy rozmawiać z lekarzem(zmienili antybiotyk po którym teściu poprzednio o mało nie umarł).Mąż cały czas nie pracuje(urlop,potem zwolnienie bo sam coś podłapał).Nie przyjeżdża do domu nawet na noc.Był 3 razy na 2-3 godziny.Telefon.Jego siostra z awanturą.Mam się nie zajmować jej tatą,nie rozmawiać z lekarzem i nie pomagać mojemu mężowi.A wogóle co ja od niej chcę i żebym nie wchodziła zbuciorami w jej życie.Rzuciłam słuchawką.Dzwoniła jeszcze kilka razy nie odbierałam-tak doradził mi wściekły mąż do którego zadzwoniłam z tymi rewelacjami.Nagrała się na sekretarkę-działka jest moja,masz się z tamtąd wynieś,do wieczora ma was tam niebyć bo zadzwonię po policję.Mąż to odsłuchał-ja niedosłyszałam.Wściekły nie chce mi powiedzieć o co chodzi.Stwierdził,że teraz to on już wie co ma robić.Mia kilka dni.Odsłuchałam to nagranie.SZOK.Czekam aż przyjedzie.Teść już w domu w całkiem dobrym stanie.Przyjeżdża mąż.Dziękuje mi za pomoc z tatą.Postęp!Rozmowa na temat domu i przepisania własności.”NO PRZECIEŻ NIC SIĘ NIE DZIEJE ZŁEGO.ŻYJEMY TAK JAK DO TEJ PORY.”Mam ponad 30 lat.Żyłam 13 lat w piekle,słysząc że jestem złą matka ,żoną,kochanką,jestem niewykształconym tłukiem,jestem nierodzinna,doprowadzam do ruiny działkę itp,a to wszystko słowa jego siostry do czego przekonała teściową i mojego męża.I mój kochany uważa nic się dzieje,żyjemy jak dotąd.Z ta różnicą,że teraz dbam i remontuję nie jego własność a jej.Biedny nie zdaje sobie sprawy,że jak skończy remont domu to i on zostanie wyrzucony, bo będzie zbędny,ale już bezemnie!!!Zmarnowałam najlepsze 13 lat życia,mam długi,nie mam pracy i gdzie mieszkać(u rodziców się też pozmieniało -nie ma tam miejsca dla mnie).Przeszłam piekło,ale już niedługo zaznam trochę spokoju.Nie wiem jak to zrobię ale wolę pod mostem czy w przytułku niż z nimi.JEŚLI NIE MACIE ŚLUBU I DZIECI-NIE PCHAJCIE SIĘ W TEN ZWIĄZEK.JEŚLI JUŻ TKWICIE W TAKIM ZWIĄZKU-UCIEKAJCIE!!!!!!!!!!!

Odpowiedz
Kaśka 12 grudnia 2011 - 14:09

Czytając ostatni wpis to moje problemy wydają się marne. Z mężem jesteśmy rok po ślubie. Obecnie jestem w połowie ciąży, poprzednio poroniłam – ciąża obumarła. Słowa teściowej – mam niskie ciśnienie a kawy nie piłam, pewnie dlatego, a sama paliła będąc z moim mężem w ciąży.
Teściowa nie pracuje chyba od 20 lat,teraz jest na rencie rodzinnej, mieszka ze swoją mamą, bratem swoim na rencie i bratem męża, na szczęście już pracuje. Dzieli nas ponad 60km, mieszkamy w mieszkaniu od moich rodziców. Mąż sam je remontował w trakcie urlopu, brat był na bezrobociu, wujek w domu, nikt nawet nie zapytał czy pomóc, a jeszcze w trakcie musiał jechać zawieźć mamę do dentysty (13km dalej). Nieważne, że miał tu robotę, a już o zwrocie za paliwo to nawet nie wspominała. Zresztą tam nikt nie ma prawka, a mój mąż jest traktowany jak szofer, bo to nawet nie taxi – za taxi się płaci. Przed ślubem był ten remont. Od ślubu co 3 tyg jeździliśmy tam, bo wiecznie coś było do roboty, właściwie jeszcze nie zdażyliśmy wyjechać a już było „zlecenie” na następne. A tam 2 facetów, ale żaden nawet do pomocy się nie palił. A to bo płytki dołożyć w łazience, a to fugę wcisnąć, a nowe ogrodzenie na ogródku by chciała, najpierw całe ogrodzenie trzeba było załatwić, przywieźć, auto pożyczyć do przewiezienia ale ile za paliwo to cisza. A zaraz po ślubie bratu męża z pieniędzy ślubnych kupiliśmy mu nowy monitor do kompa. Przy robieniu ogrodzenia ten brat zwial, bo na meczyk sobie pojechał. Potem balustrada do zrobienia, papę kupić i położyć na dachu wejścia. Wymalować pokój brata męża, bo on nie umie – chłop 25 lat. Do tego gdy zmarł babci brat i mąż dzwonił z tą informacją to usłyszał od mamusi, że babcia przez niego nie pożegnała się z bratem, bo nie chciał ich zawieźć do nich. Dodam, że my w ptki jeździliśmy, w niedziele po obiedzie chcieliśmy wracać, żeby do pracy się uszykować, a one w niedzielę chciały jechać i mąż mówi, to następnym razem jak będziemy to wjedziemy. Potem na samym pogrzebie powtarzały te słowa rodzinie, że nie nie chciał ich zawieźć. Oczywiście na Wszystkich Świętych, mimo że cmentarz jest może 2km od domu to my jeździliśmy sprzątać, bo nikt z tamtego domu nie raczył. A teraz jak jestem w ciąży to wiecznie coś, a bo trzeba kogoś do lekarza, a to one chcą na pogrzeb, a to bratu skończyła się umowa na tv to 18km do innego miasta trzeba go zawieźć – a jest tam autobus. Ja nie mówię, żeby od czasu do czasu pomóc, ale tam nawet nikt się nie ruszy żeby kogoś z tamtej miejscowości poprosić o podwiezienie, bo my tyle km mamy. Zero inicjatywy. A to chcą psa i 200km w jedna stronę trzeba jechać, nie licząc dojazdu tam do nich. Nieważne, że następnego dnia mąż jechał w delegację autem 1000km!!! I nikt nie bierze pod uwagę, że z racji mojej zagrożonej ciąży wiele czynności nie mogę robić w domu. Moi rodzice pomagają ile mogą. A zainteresowanie naszym dzieckiem? Gdyby nie to, że mąż sam wyjmuje i pokazuje zdjęcia z usg to tematu nie ma. Wtedy słyszę, a za mało jem, a przesadzamy z ciążą…a słuchajcie lekarzy. Ostatnio była obraza, bo byliśmy u lekarza, poznawaliśmy płeć dziecka i mąż nie odbierał tel, no i nie odbierał tematu, a je wujek wiózł z pogrzebu i mięliśmy się zdzwonić po wszystkim, żeby je odebrać i odwieźć. Oczywiście paliwko wyszło 150zł, ale też cisza, mamy cud auto na powietrze.
Teraz tylko czekają nas święta…

Odpowiedz
miśka 26 grudnia 2011 - 21:10

jestem 3 mies po ślubie męża znam już 5lat. ślub był na życzenie rodziny bo już trzeba. ja mam 22 lata mąż 26. Mieszkamy z teściową bo on nie ma ojca – odszedł. Mój problem jest od początku taki sam. Byłam za młoda bo miałam 18lat i już teściowa mnie zdominowała. Mieszkamy w jej domu ona ma pieniądze i ona rządzi. Mąż jest jej synkiem i jej słuch a moje zadanie to bycie posłuszną mężowi. Ja mam mniej pieniędzy więc nie mam o czym decydować, pochodzę z mniejszej rozbitej rodziny więc jestem gorsza. Ogólnie teściowa się obraża i nie odzywa się do mnie kiedy coś powiem na temat jej syna. Ale na mnie i moją rodzinę jadą równo oby dwoje. Mam 22 lata nie wiem czy marnować sobie dalej życie. Planujemy a raczej planują budowę domu obok teściowej boje się że ona z nami zamieszka oni nie widzą nic przeciwko. Mąż robi co chce i kiedy chce ja mam się nie odzywać. Proszę o rady

Odpowiedz
gośc 1 maja 2012 - 14:14

Nie marnuj sobie zycia. Ja miałam podobnie. W 7-mym miesiącu ciaży sprzątałam dom tesciowej na świeta (chociaż mieszkaliśmy z mezem oddzielnie) a ona siedziała i paliła papierosy.  Dla nas nigdy nie było pieniedzy ( mąż z teściem prowadzą wspólnie firmę) natomiast męza siostry miały na wszystkie zachcianki. I tak jest do tej pory. My „dostajemy”  na zycie a jednej z nich  tescie kupują drugie mieszkanie bo się rozwodzi – pierwsze które jej kupili wynajmuje bo za mało zarabia (wg tego co sama mówi 5000,00zł miesiecznie). To ze dostajemy na zycie napisałam w cudzysłowiu oznacza że głównie mój mąz pracuje w firmie około 10 godzin dziennie, a teśc przychodzi tylko na kontrole. W czasie ostatnich świąt wielkanocnych usłyszałam, że to my będziemy ich dochowywac na starośc, bo mąż dostał od swoich rodziców działkę 22 lata temu i tam jest to zapisane u notariusz. Dodam ze zadna z jego sióstr nie ma takiego zapisu pomimo tego ze dostały mieszkania w Warszawie a jedna nawet dwa . Ja ma w tej chwili 40 lat i chyba bedę zaczynac życia od nowa z daleka od mojego meza którego nadal bardzo kocham. Rozmowy z nim nic nie dają. MAMA JEST NAJWAŻNIEJSZ

Odpowiedz
Aga 4 stycznia 2012 - 11:25

MIiska, powiem ci szczerze ze nie masz zadnej przyszlosci ze swoim mezem, dopoki mieszkacie z jego matka. To mami synus ktory nie potrafi stanac na wlasne nogi i zyc samodzielnie dlaniego to wygodne miezskac z mamusia bo zaniego podejmuje wszelkie decyzje. Po co masz sie dziewczyno meczyc, czy ty zyjesz zakare?! Jestes mlodziutka masz tyle wyboru wiec dzialaj miloscia sie nie najesz wzyciu, wiem co mowie Twoj maz powienien cie kochac po mimo ze i szanowac bo jestes jego czescia teraz powinnas byc najwazniejsza wjego zyciu bo Tobie przysiegal wiernosc i u czciwosc malzenska!!!!! I widzisz sama kochana jak jest wzyciu sliub to tylko taki teatr dlarodziny, ludzie klepia przysiegaja a i tak robia swoje, powiec swojemu mezowi ze zle ci jest u tesciowej ze cie poniza i ze masz dosyc takiego zycia!!! Niedaj sie bo jak sobie pozwolisz to cie z wlasnego domu tescoiwa pogoni, ja to sie nie patyczkiuje wcale powiedzialam swojej tescowce co mysle sama sobie poszla i nie wrocila, a moj maz jak chce to niech idzie do mamusi ja mam to w dupie, tego kwiatu jest pol swiatu facet to zadny medal zawsze do zdobycia.Tylko teraz nie mysl o macierzynstwie bo to bezsensu bedzie tylko sie zmarnujesz przypominam ci ze jestes bardzo mloda az za mloda na takie pieskie zycie!! Ale sama musisz wybrac i zdecydowac bo to twoje zycie. Pozdrawiam;-)

Odpowiedz
Gość 22 czerwca 2012 - 10:57

Chyba nie ma dobrej rady i jednego uniwersalnego sposobu. Ale konieczne jest aby Twój mężczyzna był przede wszystkim Twoim mężem, a potem synem. No i po stronie rodziców ważne jest żeby zrozumieli, że Ty i on macie już własne życie i nie mogą oczekiwać, że syn będzie żył ich sprawami … nie może być dla nich naturalne, że syn jest na każde zawołanie i że jak mieszkacie razem że syn ma być częścią ich spraw i robić to co robił jak mieszkał z nimi jako młody chłopak. Sama nie wiem, wszystko to trudne, wiem, że ludzie mają różne problemy i na pewno gorsze, ale mieszkanie pod jednym dachem z rodzicami mojego męża nie jest dla mnie łatwe… po prostu nie czuje się jak u siebie, jak w domu…  

Odpowiedz
Justysia 27 sierpnia 2012 - 12:34

Bardzo fajnie opisane , logiczne i latwe do zrozumienia…ale powiem krotko o moim problemie jaki mialam z tesciowa i do tej pory mam. Wszystko bylo super dopoki mieszkalismy blisko tesciowej. Wyprowadzilismy sie „az o 4 km” dalej i zaczal sie problem. Tesciowa do mnie zawsze byla przemila ale do mojego meza dzwonila i gadala na mnie niesamowite historie typu „twoja zona ukradla mi bizuterie , taki chudy jestes pewnie zona ci miesa nie daje” itp. Ona niepodeszla bezposrednio do mnie zeby powiedziec jaki ma problem tylko buntowala mojego meza przeciwko mnie…. myslalam ze to koniec naszego malzenstwa. Rozchorowalam sie psychicznie i fizycznie. Zaczelam chodzic do psychologa . Ostateczna decyzja : zerwac kontakt z tesciowa. Zrobilam to. Byla klotnia , krzyk i placz ale kontakt zerwalam, poniewaz tesciowa stwierdzila ze moglam sie „niewpie… w jej rodzine”. Dla mnie to koniec a dla niej poczatek wojny. Uwazam ze zrobilam dobrze. Ale mysle ze najgorsze przede mna , bo tesciowa dalej bedzie robic pod gorke. Powiedzialam tylko mezowi ze teraz reszta zalezy duzo od niego jak bedzie reagowal na to , co jego mama na mnie bedzie mowic i czy jej bedzie wierzyl , czy bedzie za mna. Twierdzi ze jest caly za mna ale zobaczymy jak bedzie w praktyce :)

Pozdrawiam i trzymam za osoby ktore maja podobne problemy.

Odpowiedz
pan 29 września 2012 - 00:08

pan
Ja teoretycznie synek mamusi od miesięcy nie mający kontakt z rodzicielką – Za to żona śpiąca z dzieckiem i uciekająca od kontaktów zemną – to kochająca wzorowa matka  –  Kobiety uprawiacie hipokryzje – Przecież to wy produkujecie takich potworów. Synowie to wasi nowi partnerzy. Mężowie idą w odstawkę bo nie można nimi manipulować, są nieposłuszni i potrzebują seksu. Kobiety to kochające mamy które dla synków stają się znowu dziewicami – bo synek nie uprawia seksu, a to teraz mężczyzna numer jeden – mąż już się nie liczy – Panie kochajcie swoich mężów, uprawiajcie z nimi seks a stworzycie szczęśliwą rodzinę i w porę odetniecie wspólnie pępowinę.  

Odpowiedz
pingwin73 11 listopada 2012 - 13:19

Przykro mi bardzo ze tak jest,ale od 16 lat moja Tesciowa manipuluje moim mezem.Przestraszony tesc..robi wszytsko co on powie.Przez 10 lat nie mielismy z nimi kontaktu.Moj maz prawdopodobnie tez..nie wiem dokladnie.bo ten temat zawsze nasz roznil.Po tak dlugim czasie dla dobra moich dzieci ktorych tak naprawde nie znala..postanowilam odbudowac kontakty.Trwalo to zapewnie pol roku i znaow sie zaczelo.Najgorsze jest to ze w obecnosci moich dzieci mowi o mnie zle i mnie obraza.Wszyscy tego sluchaja  amoj maz ani slowa nie powie.Konatakt zerwalam odrazu.Teraz moj maz utrzymuje ciche kontakty.Czuje ie jakby mnie zdradzal.Przez wiele lat walczylam z depresja zwsze siebie obwinialam..Nie wiem co robic.Czuje sie samotnie.Mam tylko dzieci..ktore pomalu rozumieja sytuaacje.Poniewaz zyje na obczyznie i  jestem tu sama..czuje sie ze umaral za zycia.Wiec zadne porady..psychologiczne tu nie pomaga.Ta kobieta zabrala mi zycie tylko dlatego ze pokochalam jej syna.

Odpowiedz
karolina 10 czerwca 2013 - 18:33

nie daj sie mam to samo ale walcz i nie pokazuj im swoich slabosci bo oni cie zniszcza tez juz prawie maialam depresje musialam sie wyprowadzic a oni nadal chca manipulowac mna ale ja sie im juz nie dam tyle razy dostawali szanse
ale powiedzialam dosc najwazniejsza jest dla mnie moja rodzina czyli ja synek i maz a mezczyzni tacy sa ze potajemnie i tak do mamusi ida ale mniej swoje zdanie i nie daj sie to co uwarzasz za sluszne t5o czyn tak nie wazne co inni muwia

Odpowiedz
problempomocy 3 grudnia 2012 - 13:59

 Zgadzam się z wami mam tak samo mąż jest za swoją matką,a nie za mną.Córki są wyzywane,a ja mam codzienie kłótnie, bo jego matka jest ustawiona w stosunku do mnie negatywnie,za każdym razem upomina mnie , że robie coś nie tak,wtrąca się w nasze życie nie pozwalając na nasze szczęście. Zabroniła mi odwiedzać własną matkę.
Co mam w takiej sytuacji zrobić?
Nie mogę odejść od męża,ponieważ mam trojkę dzieci.
Proszę o pomoc w takiej sytuacji.
 
Małgorzata

Odpowiedz
Zrozpaczona 17 czerwca 2013 - 13:38

nienawidze swoich teściów – wolałabym, żeby nie istnieli.

Odpowiedz
angela 24 sierpnia 2013 - 15:47

pogrążałam się w smutku sądząc że tylko ja mam pecha w życiu ładując się w tak toksyczny związek gdzie matka jest tak naprawde chyba żoną a nie matką dla mojego męża zawsze wydawało mi się że zakładając własną rodzinę to ona będzie dla obojga partnerów najważniejsza niestety okazuje się że tak zawsze nie jest mój mąż lata przy matce alkoholiczce tak jak by co najmniej bez niej nie mógł oddychać mamy półtora roczną córke druga zaraz się urodzi a mąż co? codziennie po 12 godz pracy jedzie obowiązkowo do mamusi a potem dopiero do domu do nas do tego mamy niedługo się przeprowadzić do teściowej ponieważ ma większy dom ale ze względu na to że teściowa jest pijaczką i ewidentnie nie chce przestać pić powiedziałam że nie zamieszkam tam z dziećmi bo nie wyobrażam sobie że moje dzieci będą patrzeć na alkohol codziennie na co mąż stwierdził że jak mi nie pasuje to nie możemy się rozwieść bo jego matka może robić co chce no cóż i takim sposobem widać jak mamusia wychowała sobie synka i dopieła zapewne swego bo ja się podałam nie chce już żyć z moim mężem wole sama wychowywać córki nisz żyć w chorym związku

Odpowiedz
Wikucha A.A.M. 23 września 2013 - 21:44

Niestety mam ten sam problem z teściową i nie tylko z nią bo dodać trzeba jeszcze 3 siostry mojego męża. Od 8 lat z nimi „wojuję” Mam wrażenie jak bym do ołtarza szła z cała rodziną męża! TO jest koszmarne! Najgorsze jest to że mieszkamy u jego rodziców więc nie ma nawet jak odciąć tego wszystkiego. A mąż…..on uważa że nie mam racji że zawsze byli zżyci i nie powinnam mieć o to pretensji a to że się jego mamusia z siostrami o niego martwią to norma, to że wtrącają też norma według niego bo przecież są zżyci….Dla mnie to czysta paranoja! W jaki niby sposób mamy stworzyć dla naszych dzieci szczęśliwą rodzinę skoro dla męża ważniejsza jest mamusia, ojciec i siositrunie? Jak mam w raz z dziećmi z nimi konkurować? Najgorsze ejst to że mąż nie przyjmuje tego do wiadomości!

Odpowiedz
Wikucha A.A.M. 23 września 2013 - 21:45

Ach dodam że teściowa sama uważa że ma prawo wtrącać się w związki swoich dorosłych dzieci bo jest och matką. Oprócz tego mąż notorycznie przekracza granice. Ja go wielokrotnie proszę „Nie łaź na górę i nie mieszaj w nasze sprawy swojej matki”, on obiecuje że nie będzie po czym i tak za moimi plecami to robi.

Odpowiedz
1 2

Możesz śmiało komentować

W ramach tej witryny stosujemy pliki cookies. Akceptuję Dowiedz się więcej