Opieka naprzemienna po rozwodzie. Czy jest dobra dla Twojego dziecka i dla Ciebie?

Posted on 17 października 2016 in O dzieciach, O związkach i terapii par | 3 komentarze

Opieka naprzemienna

 

Nie lubię zajmować się leczeniem ran po rozpadzie rodziny. Zdecydowanie wolę skupić siły na leczeniu rodziny, aby jej rozpadowi zapobiec. Jednak, coraz częściej trafiają do mnie pary złożone z rozwodników, którzy sprawują opiekę wychowawczą nad dziećmi z poprzednich związków. Wielu rodziców po rozstaniu decyduje się na sprawowanie opieki naprzemiennej, która dostarcza niemałych zawirowań. Wygląda na to, że problemy rodzin patchworkowych, siłą rzeczy zaczynają być chlebem coraz bardziej powszednim i tematu nie sposób dłużej pomijać.

Na czym polega i jak wygląda opieka naprzemienna?

W praktyce wygląda to na ogół tak, że co tydzień lub co drugi tydzień dziecko przeprowadza się z domu mamy do domu taty. Tydzień lub dwa tygodnie w jednym domu, potem w drugim. Oboje rodziców teoretycznie na równych prawach.

 

Jak opieka naprzemienna wpływa na funkcjonowanie dziecka?

Przyjrzyjmy się, co dzieje się z dzieckiem w takim układzie, analizując pierwszą podstawową potrzebę dziecka – poczucie bezpieczeństwa.

Dziecko czuje się bezpiecznie, kiedy:

  • rozumie zasady, w których funkcjonuje, a te zasady są stałe.
  • ma poczucie stałości i powtarzalności- swoje stałe miejsce, w którym czuje się bezpiecznie, w którym codziennie zasypia.

Tymczasem, w domu mamy obowiązują inne zasady, niż w domu taty. Często mama mieszka z nowym partnerem i tata z nową partnerką. Są to nowe osoby w życiu dziecka, które chcą również decydować o tym, co dzieje się w ich domu, czyli wywierają dodatkowy wpływ na dziecko. W efekcie dziecko musi się nauczyć dostosowywać do oczekiwań ze strony mamy, taty i nowych partnerów rodziców, przy czym w większości przypadków, każda z tych osób ma odmienne oczekiwania i preferencje dotyczące zasad panujących w domu.

Wiele mówi się o tym, jak ważna dla poczucia bezpieczeństwa dziecka jest jednomyślność rodziców. Po rozwodzie możemy o tym zapomnieć. Jeśli rodzice nie byli w stanie dojść do porozumienia przed rozwodem, a nie byli skoro do tego rozwodu doszło, to po rozwodzie raczej nie uda im się osiągnąć jednomyślności. Bardziej prawdopodobna stanie się polaryzacja poglądów i walka o wpływy u dziecka.

Stałość miejsca? Brak.

Wcale nie należą do rzadkości sytuacje, kiedy rodzice walczą o to, w którym domu będą mieszkały ulubione zabawki dziecka. Świadomość, że w domu rodzica A dziecko trzyma ulubioną kolejkę daje poczucie bezpieczeństwa rodzicowi A, dla rodzica B jest prztyczkiem w nos, dla dziecka jest formą szantażu.

Biorąc pod uwagę powyższe, życie dziecka w takim układzie przypomina jazdę na karuzeli, co tydzień w innym kierunku. Można by pokusić się o stwierdzenie, że opieka naprzemienna jest egoistyczną formą zaspokojenia potrzeb rodzica, z pominięciem potrzeb dziecka. Jednak w dalszej części wpisu zobaczysz, że rodzic w takim układzie wcale nie funkcjonuje lepiej niż dziecko.

 

Jak opieka naprzemienna wpływa na życie rodzica?

Jak wygląda życie rodzica, który po rozwodzie zaczął budować nowy związek i co drugi tydzień przyjmuje pod swój dach kilkuletniego syna lub córkę?

 

Rzucam wszystko, bo dziecko teraz jest ze mną.

Każdy rodzic, który znajduje się w podobnej sytuacji odczuwa lęk przed utratą dobrej relacji z dzieckiem, często również czuje w tej kwestii zagrożenie ze strony byłego partnera. Dlatego stara się zadbać o to, aby czas spędzony pod jego dachem, był dla dziecka możliwie jak najlepszy.

 

Dziecko nie przestrzega zasad.

Ciężko jest wymagać od dziecka respektowania zasad, jeśli wiąże się to z oporem ze strony dziecka. Rodzic nie chce, żeby dziecko wspominało pobyt u niego jako pasmo kłótni, dlatego odpuszcza wymaganie a skupia się na dawaniu dziecku tego, czego ono sobie życzy. To jednak rodzi u rodzica złość, którą wszelkimi siłami stara się zdusić. Jak zwykle, duszenie złości wychodzi bokiem… prawym, lub lewym, ale o tym w innym wpisie.

 

Dziecko rywalizuje z nowym partnerem rodzica.

Dziecko w naturalny sposób będzie dążyło do spędzenia jak najwięcej czasu z rodzicem i instynktownie będzie starało się odsunąć nowego partnera od rodzica. To spowoduje, że partner poczuje zagrożenie ze strony dziecka, w konsekwencji straci do niego pozytywne nastawienie. Rodzic, widząc to będzie się starał zrekompensować dziecku niekomfortową sytuację, więc skupi się na nim jeszcze bardziej, tym samym jeszcze silniej zaniedbując nowego partnera.

Wiele par, z którymi rozmawiam mówi wprost, że co drugi tydzień czują się „odstawiani na bok”, co bardzo ich boli. Winą za taką sytuację obarczają dziecko, mimo, że na poziomie racjonalnego myślenia zdają sobie sprawę, że to nie jest wina dziecka, co więcej, próbują zwalczyć te emocje, bo one wywołują w nich poczucie winy. Paradoksalnie, tocząc walkę z samymi sobą coraz bardziej dystansują się do pasierba. Koło zatacza się kolejny raz.

 

Czy istnieje rozwiązanie idealne?

Problemy można wyliczać jeszcze długo. Ja skupiłam się na tych, które wywołują najwięcej emocji w czasie sesji terapeutycznych. Czy istnieje rozwiązanie, które pozwoli uniknąć cierpienia dziecku i rodzicom? Tak, jest jedno – naprawić związek zanim dojdzie do jego rozpadu. W każdej innej opcji cierpi dziecko, cierpią rodzice. Jeśli jednak nie ma możliwości naprawienia i w efekcie utrzymania relacji między rodzicami, dla zdrowia psychicznego dziecka lepszym rozwiązaniem jest ustanowienie jednego z rodziców pełnoprawnym opiekunem, wówczas drugi rodzic jest rodzicem tzw. dochodzącym. Jednak ta opcja również wymaga szczegółowej analizy. Postaram się niebawem o tym napisać.

  • Nie dowiedziałem się niczego o psychice dziecka.

    Wychowuję dzieci od dwóch lat w tym układzie. Dogadujemy się z ex odnośnie wielu kwestii, w tym dyscypliny.
    Czy układ, gdzie następuje alienacja z jednym rodzicem jest lepsza dla dzieci?

    Jedynie co kuleje, to rzeczywiście sprawa nowej partnerki i jej poczucie odstawienia. Ale w tym wypadku to chyba chodzi o niedojrzałość osoby dorosłej, która jak wchodzi w związek w takim układzie. Powinna się liczyć z tym, co ją czeka.

  • Panie Tomaszu, są to tematy, które w gabinecie zajmują wiele godzin rozmów. W jednym wpisie nie da się szczegółowo wyjaśnić wszelkich aspektów sprawy.

    Odpowiem najpierw na pytanie, które zdaje się najbardziej Pana nurtuje, czyli relacja z nową partnerką. W skrócie wygląda to tak: jeśli kobieta decyduje się na związek z mężczyzną, który jest mocno zaangażowany w opiekę nad dziećmi z poprzedniego związku, to są dwie opcje: albo ma misję poświęcenia swojego życia dla innych (zauważmy, że NIE mówimy o sytuacji adopcji i wejścia w rolę macochy, tylko o zgodzie na życie powiedzmy „na marginesie”), albo wchodzi w ten związek z obawy przed samotnością. Jedna i druga opcja świadczy o braku rozumienia własnych potrzeb, niskim poczuciu własnej wartości. Są to problemy, które prędzej czy później przełożą się na poczucie satysfakcji ze związku obu stron. Paradoksalnie, wchodzenie w taki układ jest często oznaką wspomnianej niedojrzałości. Dojrzałość jest bowiem wynikiem zrozumienia i szacunku dla własnych potrzeb. Odrzucanie, wypieranie własnych potrzeb oznacza lęk przed konfrontacją z samym sobą, czyli właśnie niedojrzałość.

    Układ przejęcia opieki przez jednego z rodziców, przy czym drugi spotyka się z dziećmi w weekend jest lepsza pod warunkiem spełnienia kilku ważnych i niełatwych wymagań. Podstawowym wymogiem jest zbudowanie przez rodzica pełniącego opiekę nad dzieckiem nowego związku opartego na jasnych i zdrowych zasadach, przy założeniu, że nowy partner w sposób świadomy wchodzi w rolę zastępczego rodzica. Kluczową kwestią jest również przejście procesu terapii, w celu przepracowania traumy po rozstaniu z biologicznym rodzicem dzieci, dogłębnego zrozumienia przyczyn rozpadu związku, analizy indywidualnych kompetencji w budowaniu i utrzymaniu związku (to oznacza często pracę nad osobowością), analizy kompetencji wychowawczych.

    Z pewnością sytuacja każdej rodziny różni się od siebie, każda mierzy się z innymi trudnościami. Niestety na blogu nie mam możliwości przyjrzenia się każdej sprawie z osobna, mogę jedynie podzielić się wiedzą i doświadczeniem, które przekazują mi moi pacjenci.

    Pozdrawiam!

  • steve

    Boże, ten artykuł powiela jakieś kocopoły z zeszłego wieku strasząc ludzi opieką naprzemienną. Jak gdyby rodzice mieszkając razem z dzieckiem zawsze byli w jego sprawach w 100% zgodni. Nie, nie są często, tak więc dogadują się będąc w związku. A tu nagle okazuje się, że po rozstaniu muszą być w 100 % zgodni. Nie, nie muszą, ale powinni umieć się dogadać. Bo inaczej armagedon. Stwierdzenie ‚dla zdrowia psychicznego dziecka lepszym rozwiązaniem jest ustanowienie jednego z rodziców pełnoprawnym opiekunem, wówczas drugi rodzic jest rodzicem tzw. dochodzącym.’ jest kuriozalne i już pominę fakt, że niezgodne z krio po noweli z 2015. Jest to po prostu gloryfikacja alienacji rodzicielskiej. Dla dziecka jest ważna stałość i powtarzalność, jeżeli dziecko wie, że te dwa tygodnie spędza u jednego rodzica, a kolejne u drugiego, a w każdym z tych miejsc ma swój pokój, zabawki, przedmioty, ale też obowiązki to czuje się pewnie. Jeżeli jeden z rodziców jest rodzicem dochodzacym to siła rzeczy nie zajmuje się wychowaniem i nie spada na niego codzienny trud opieki nad dzieckiem. Ten który zajmuje się dzieckiem z kolei robi z siebie często cierpietnika. Opieka naprzemienna nie jest łatwa, ale jest jak najbardziej do ogarnięcia tak by dziecko czuło się szczęśliwe, zaopiekowane i kochane. Sam w takim reżimie wychowuje 2 dzieci, jedno moje, drugie partnerki, oba co dwa tygodnie zmieniają dom, i kazdy jest dla nich ich domem rodzinnym w którym czują się pewnie i traktują jako swój.